poniedziałek, 30 marca 2015

Rozdział 4

Ten okropny ból. Harry czuł jak przeszywa całe jego ciało. Nie mógł nic zrobić. Wił się po mokrej i pokrytej kawałkami szkła podłodze krzycząc i jęcząc żałośnie. Nad sobą widział postać, jednak bardzo wyraźnie, co w jego stanie było trochę dziwne. Dokładnie mógł przyjrzeć się emocjom malującym się na twarzy Malfoy’a, co było dość niespotykanym zjawiskiem. Ślizgona ogarniał lęk i panika. Dłoń, której trzymał różdżkę, rzucając klątwę, bardzo mu drżała. Po policzkach chłopaka płynęły łzy, a usta miał zaciśnięte w cienką linię. Wyglądał jakby dręczył go równie niewyobrażalny ból, jednak nie fizyczny, a psychiczny. Gryfon dostrzegł jeszcze kogoś stojącego za plecami Draco. To był… Voldemort. Na twarzy mężczyzny widniał pełen satysfakcji uśmiech. Podniósł on dłoń i delikatnie pogładził Ślizgona po policzku, a następnie położył ją na ramieniu chłopaka i wyszeptał mu coś do ucha. Wywołało to u Malfoy’a nasilenie wszystkich odczuwanych właśnie przez niego emocji i wyglądał, jakby nie miał już siły utrzymać się na nogach. Nagle postać Czarnego Pana po prostu zniknęła… ulotniła się… Draco upadł na kolana tuż przed przechodzącym okropne męki Harry’m. Machnięciem różdżki zdjął klątwę z chłopaka. Gryfon poczuł niesamowitą ulgę. Wciąż wpatrywał się w Ślizgona, który ciągle klęcząc, pochylił nad nim i odgarnął mu włosy z twarzy.
-Przepraszam Potter, nie mogę inaczej… Przepraszam… -wyszeptał Draco gładząc ostrożnie policzki bruneta. Harry widział w jego oczach łzy, a także ból. Bez trudu mógł dostrzec, że Malfoy strasznie żałuje tego, co zrobił. Ale ten jego dotyk… To takie przyjemne… Harry czuł, że mimowolnie na jego twarz wpływa delikatny uśmiech. Nagle obraz zaczął się rozmywać. Wszystko zaczęło znikać, zaczynając od poszczególnych elementów łazienki, a kończąc na samym Draconie. Zostało tylko jedno -te palce pieszczące jego twarz…
Harry otworzył oczy. Z jego twarzy natychmiast zniknął uśmiech, a pojawiło się zaskoczenie, a nawet lekkie przerażenie. Pierwszym, co zobaczył, była pochylona nad nim, siedząca na łóżku w którym leżał, z bardzo zatroskaną miną Ginny. Kiedy zorientowała się, że Harry się obudził, zabrała dłoń, którą wcześniej musiała dotykać twarzy chłopaka. Na jej policzkach pojawiły się lekkie rumieńce.
-Harry jak się czujesz? Pani Pomfrey powiedziała, że w nocy ćwiczyłeś zaklęcia w łazience… To prawda? -dziewczyna była wyraźnie przejęta.
Chłopak podparł się na łokciach i postarał się jak najszybciej poukładać sobie w głowie obecną sytuację.
-Eee… No chyba już dobrze… Co? A tak, to prawda. Wiem, że nie powinienem, ale… Tak jakoś wyszło… No i chyba coś pomyliłem… Nie wiem, może te formułki… No i rozwaliłem umywalkę… I ja też oberwałem. To znaczy tą umywalką właśnie, bo rozprysnęła się na kawałeczki… Ale to raczej nic poważnego, gorsze rzeczy mnie spotykały -na końcu swojej wypowiedzi uśmiechnął jak najszczerzej potrafił, żeby Ginny nie dostrzegła, jak bardzo się denerwuje. Nie chciał kłamać, ale co miał zrobić? Przecież nie mógł powiedzieć prawdy. No właściwie to mógł, wtedy Malfoy zostałby ukarany. A teraz to na pewno jemu się dostanie, a właściwie nic takiego złego nie zrobił, poza tym, że opuścił swoje dormitorium. Tą samą wersję wydarzeń opowiedział przecież pani Pomfrey, kiedy przyszedł w nocy do skrzydła szpitalnego. I zamierza tego się trzymać. Nie chciał, żeby ktokolwiek wiedział o wydarzeniach z dzisiejszej w nocy. W ogóle nie chciał, żeby ktokolwiek wiedział, co dzieję się między nim a Draco. Tylko dlaczego? Przecież Malfoy zachował się wczoraj jak ostatni dupek, nie okazał Gryfonowi żadnej wdzięczności. A Harry przecież chciał mu tylko pomóc… W zamian został potraktowany Cruciatusem. Zachowanie Ślizgona było coraz bardziej bez sensu. Może on po prostu zwariował..?
„-Cholera, Ginny”- pomyślał w duchu, gdyż zorientował się, że patrzy w przestrzeń pogrążony we własnych myślach. Ale właściwie po co ona tutaj przyszła? I jakim prawem go dotykała? No ale właściwie to Malfoy też nigdy nie miał pozwolenia, a Gryfonowi wcale to nie przeszkadzało… Nieprawda! Przeszkadzało i to bardzo! To przecież obrzydliwe…
Harry zaczął powoli zauważać, że sam siebie próbuje oszukać, jednak marnie mu to wychodzi.
-Przepraszam Ginny, zamyśliłem się. Cieszę się, że przyszłaś mnie odwiedzić -patrzył na nią z lekkim uśmiechem. Wcale nie był zadowolony z jej wizyty. Miał teraz wiele spraw do przemyślenia i wolałby zostać sam. Ale nie może być dla niej niemiły, bo jeszcze i ona się na niego obrazi… No cóż, może za chwile sobie pójdzie…
-No wiesz, w końcu się przyjaźnimy -dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie. -Bardzo się martwiłam, kiedy dowiedziałam się, że gdzieś zniknąłeś. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby stało ci się coś poważnego…-ostrożnie wplotła swoją dłoń w dłoń Harry’ego i z ogromną troską patrzyła prosto w jego oczy.
Gryfon poczuł się bardzo niezręcznie. Nie miał pojęcia co zrobić. Kompletnie nie potrafi obchodzić się z dziewczynami, a szczególnie tak natrętnymi jak Ginny. Dobrze wiedział, że dziewczyna jest w nim zakochana. Przy każdej okazji stara się być jak najbliżej niego, porozmawiać, choćby o byle czym. Bardzo często też pozwala sobie na kontakt cielesny. Harry’ego coraz bardziej to denerwowało. Nie ma pojęcia jak dać jej delikatnie do zrozumienia, że nie jest nią zainteresowany. Nie chciałby skrzywdzić Gryfonki, to przecież siostra Rona… W sumie nie wiedział, co go tak denerwuje w Ginny i dlaczego nie mogłaby być jego dziewczyną. Po prostu nic do niej nie czuł, to chyba wystarczy. Ale właściwie co to znaczy zakochać się w kimś? Gryfon tak bardzo chciałby to wiedzieć. Dlaczego na jego drodze życiowej nie może pojawić się dziewczyną, którą pokocha i będzie z nią szczęśliwy? Cokolwiek by to właściwie oznaczało… Na pewno wtedy byłoby dobrze, nie byłby sam… Ale jak to zrobić? Jak się zakochać?
Popatrzył na Ginny. Na jej twarzy widać było ogromne szczęście. Czy to tylko dlatego, że jest tak blisko niego? Harry nie potrafił tego zrozumieć. Nie powinien jej właściwie na to pozwalać. Jeśli Harry nie będzie się sprzeciwiał, ona zacznie sobie pozwalać na coraz więcej. Ale co ma zrobić? Najchętniej powiedziałby jej, żeby się po prostu odczepiła. To byłoby jednak tak podłe… Tylko dlaczego on zawsze myśli o uczuciach innych zamiast o swoich?!
-Kochana, prosiłam, żebyś była tylko chwilkę… I równieżżebyś nie dotykała Harry’ego i nie siadała na jego łóżku. No cóż nie posłuchałaś mnie, ale rozumiem… -pani Pomfrey westchnęła patrząc na nich. - Ach ta miłość… Jednak musisz już iść Ginny, twój chłopak musi teraz odpoczywać. A na przyszłość pilnuj go, żeby nie robił takich głupot po nocach. -zmierzyła Harry’ego surowym wzrokiem.
Gryfonka natychmiast puściła rękę chłopaka i zerwała się na równe nogi. Jej twarz znacznie poczerwieniała. Spuściła lekko wzrok i nie patrząc na Harry’ego udała się w stronę wyjścia.
Zaraz! Przecież to jej wina, niech się teraz tłumaczy, a nie wychodzi wielce zawstydzona! Harry musiał coś powiedzieć, nie mógł przecież tego tak zostawić. Znając życie jakimś cudem ta plotka wyjdzie od pani Pomfrey i w niedługim czasie rozniesie po całej szkole.
-Proszę pani, to nie jest moja dziewczyna! To tylko siostra mojego przyjaciela! Zupełnie nic nas nie łączy… -zdenerwowany wymienił spojrzenie ze szkolną pielęgniarką. Po chwili jednak jego wzrok przyciągnęła Ginny, która wpatrywała się w niego z wściekłością. Widział łzy gromadzące się w jej oczach, które następnie popłynęły po policzkach dziewczyny. Gryfonka odwróciła się i z płaczem wybiegła ze skrzydła szpitalnego.
-To nie było zbyt miłe, Harry… -powiedziała pani Pomfrey kręcąc głową. -Chcę ci jeszcze przekazać, że prawdopodobnie już dzisiaj popołudniu stąd wyjdziesz. Nie doznałeś jakiś poważnych obrażeń, ale nie rozumiem co ci strzeliło do głowy, żeby ćwiczyć samemu nocą w łazience zaklęcia. To mogło się o wiele gorzej skończyć, jednak jak zwykle miałeś szczęście. Zresztą porozmawiasz sobie o tym jeszcze z dyrektorem. Kiedy tylko stąd wyjdziesz masz się stawić do jego gabinetu na rozmowę. Był tu kiedy spałeś i powiedziałam mu co się stało. A teraz leż sobie, zaraz przyniosę ci lekarstwa -odwróciła się i poszła do sąsiedniego pomieszczenia.
-Cudownie -powiedział do siebie Harry. Położył głowę na poduszce i nieruchomo wpatrywał się w sufit.
***
Leżąc jeszcze przez kilka godzin w skrzydle szpitalnym, miał czas wszystko na spokojnie przemyśleć, ponieważ już nikt więcej go nie odwiedził. Nie było to dla niego łatwe, ale postanowił więcej nie wtrącać się w sprawy Malfoy’a, a nawet unikać jakichkolwiek kontaktów z nim. Było mu ciężko, ponieważ nie był w stanie zrozumieć tej całej sytuacji. Dodatkowych wątpliwości dodał mu sen, z którego wyrwała go Ginny. Harry wiedział, że sen może być po prostu bezsensownym wytworem mózgu, jednak w swoim życiu miał kilka takich snów, które okazały się mieć ogromne znaczenie. Ale co ten miałby oznaczać? Gryfon uważał, że gdyby Voldemort miał wpływ na Draco, wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej. Wtedy Ślizgon na pewno chciałby zdobyć zaufanie Harry’ego, co teraz bez trudu by mu się udało, a kiedy przyszedłby odpowiedni moment, podałby go Czarnemu Panu na tacy. A może to plan zbyt prosty jak na tak potężnego czarodzieja, jakim jest Voldemort? Może to ma sens, ale Harry tego nie rozumie? A może po prostu ten cały jego sen to jakaś kompletna bzdura, Malfoy nie ma nic wspólnego z Czarnym Panem, może podoba mu się to, jak Snape go poniża i wykorzystuje i zwyczajnie nie chce, by Gryfon się w to wtrącał?
Ostatniej wersji Harry postanowił się trzymać. Miał już dosyć zamieszania w życiu. Zdecydował udawać, że nic się stało, zapomnieć o tym wszystkim i żyć dalej. Powinien się teraz zając szkołą, to jest dla niego w tym momencie najważniejsze. Jeśli Voldemort zamierza go zabić to i tak go zabije, Gryfon nie był w stanie go przecież pokonać. Nie miał również zamiaru mieszać się kiedykolwiek w czyjeś sprawy. Postanowił żyć sam, mimo tak wielu otaczających go ludzi.
***
Kiedy wyszedł już ze skrzydła szpitalnego, był jeszcze trochę obolały, jednak czuł się już o wiele lepiej. Udał się prosto do gabinetu Dumbledora i opowiedział mu tą samą zmyśloną historyjkę co pani Pomfrey i Ginny. Dyrektor na szczęście mu uwierzył. Stwierdził, że uczniowie w tej szkole mają często głupie pomysły i niewiele może go jeszcze zdziwić. Jako karę, Harry dostał za zadanie posprzątać zdemolowaną przez siebie (a tak naprawdę to przez Malfoy’a) łazienkę, a także wszystkie inne łazienki dla chłopców. Gryfon był nawet zadowolony, mógł przecież otrzymać szlaban u Snape’a…
Po wyjściu z gabinetu poszedł do swojego dormitorium. Kiedy przeszedł przez portret Grubej Damy, wszyscy znajdujący się w pokoju wspólnym skierowali na niego wzrok. Ron, Hermiona i Ginny po chwili go odwrócili i kontynuowali swoje zajęcia.
-Harry, czemu nie było cię na zajęciach? -zapytał Seamus.
-Nie twoja sprawa -mruknął Harry i nie zwracając uwagi na nikogo, pospiesznie przeszedł przez pomieszczenie i wszedł po schodach do swojego pokoju. Położył się na łóżku i wlepił wzrok w sufit. Stwierdził, że robi dobrze. Od teraz będzie sam i tak będzie mu lepiej.
***
Od tego momentu jego życie w szkole bardzo się zmieniło. Chodził na zajęcia, posiłki, jednak z nikim nie rozmawiał. Jeśli ktoś próbował do niego zagadać zbywał go jakimś oziębłym, a nawet czasem wrednym tekstem. Nauka szła mu bardzo dobrze, ponieważ poświęcał jej cały swój wolny czas. Nie uczył się jednak w wieży Gryffindoru czy w bibliotece, ponieważ było tam tak wielu ludzi, a on chciał przebywać w samotności. Udało mu się przekonać dyrektora, żeby pozwolił mu chodzić na najwyższe piętro Wieży Astronomicznej. Tłumaczył Dumbledorowi, że po tych tragicznych dla niego wydarzeniach pod koniec zeszłego roku szkolnego, czasem chciałby chociaż na chwilę odizolować się od innych uczniów, bo jeszcze nie pogodził się z tym wszystkim i potrzebuje czasem pobyć sam. Mieli wiedzieć o tym tylko on i nauczyciele oraz oczywiście Filch. Harry obiecał, że oczywiście nie powie o tym żadnemu z uczniów. Komu miałby powiedzieć..?
***
Pewnego razu, gdy Harry późno wieczorem wybierał się na Wieżę Astronomiczną, w pokoju wspólnym zastał siedzących na kanapie Rona i Hermionę. Oni go nie widzieli, bo miał na sobie pelerynę niewidkę.
-Ron, ja nie wiem czy my dobrze robimy. Martwię się o Harry’ego. Ciągle gdzieś znika… Może powinniśmy go przeprosić… A co jeśli on nas teraz potrzebuje? -dziewczyna patrzyła na rudzielca z głębokim zmartwieniem na twarzy.
-Hermiono, zrozum, on nie jest małym dzieckiem. Jeśli potrzebowałby naszej pomocy, na pewno by o to poprosił. Może on nas ma zwyczajnie dosyć. A my co, mamy się o niego martwić? Pieprzony Wybraniec, myśli, że jest nie wiadomo kim… -na twarzy rudzielca było widać złość.
-Nie mów tak! -Gryfonka podniosła głos.
-Ale to prawda, nie widzisz tego? Od zawsze tak było… Biedny sławny Harry, na którego spada tyle nieszczęść. Nasz bohater świata czarodziejów. On myśli, że jest pępkiem świata. Udaje tylko takiego zamkniętego w sobie. Liczy na to, że wszyscy będziemy się nim interesować -zdenerwowanie dziewczyny powoli zamieniało się w wahanie, więc Ron kontynuował. -Posłuchaj mnie. Chciałbym, żebyśmy się w końcu od tego wszystkiego uwolnili. Hermiono, nie potrafiłem ci wcześniej tego powiedzieć, ale czuję, że teraz jest odpowiedni moment. Kocham cię. Chcę być z tobą i tylko i tylko z tobą. Uwolnijmy się w końcu od Harry’ego. -Dotknął dłonią policzka dziewczyny, a ona była wyraźnie zaskoczona. Po chwili jednak delikatnie się uśmiechnęła.
-Ja też cię kocham -szepnęła. -Masz rację, uwolnijmy się od niego, mamy prawo być szczęśliwi -po tych słowach pocałowała chłopaka.
Harry nie wiedział, co wydarzyło się dalej, ponieważ opuścił pokój wspólny wychodząc na korytarz. Teraz nie miał już wątpliwości co do słuszności swojej decyzji. Lepiej żyć samemu, niż mieć takich przyjaciół…
***
Mijały dni, tygodnie… Życie Harry’ego stało się bardzo monotonne. Od tego zajścia przez które musiał posprzątać wszystkie łazienki w Hogwarcie, nie zamienił ani słowa z Malfoy’em, trzymał się jak najdalej od niego. Nie mógł się jednak powstrzymać i bardzo często go obserwował. Draco był ciągle jakiś… nieobecny. Podobnie jak Gryfon z nikim nie rozmawiał. Wyglądał okropnie. Harry miał wrażenie, że chłopak chudnie w oczach. Nie było w tym nic dziwnego, gdyż Ślizgon ostatnio prawie nic nie jadł. Owszem przychodził na posiłki, nawet nakładał sobie jedzenie na talerz, ale grzebał w nim tylko obojętnie sztućcami, a zjadał góra dwa kęsy potrawy. Jego twarz mogłaby teraz symbolizować śmierć na obrazie jakiegoś malarza. Podkrążone oczy, zapadnięte policzki i martwy wyraz. Harry zauważył również, że Malfoy znacznie opuścił się w nauce, a przynajmniej z tych przedmiotów, które mieli wspólnie. Nie oddawał prac domowych, nie potrafił odpowiadać na pytania, a kiedy nauczyciele oddawali prace pisane podczas lekcji, ich mina przy czytaniu jego nazwiska mówiła sama za siebie. Najgorzej było jednak na lekcjach ze Snape’em. Na Eliksirach Draco zawsze spowodował jakiś wybuch czy coś potłukł. Obrona Przed Czarną Magią z jego udziałem według innych uczniów również była przezabawna. Ślizgon zawsze pomylił jakieś zaklęcie, często demolując salę. Najgorsze w tym było to, że nawet jeśli doprowadził do jakiegoś wypadku, jego twarz dalej pozostawała bez wyrazu, pozbawiona emocji… Gryfona coraz bardziej to przerażało. Ale przecież postanowił : NIE BĘDZIE SIĘ MIESZAŁ W NIESWOJE SPRAWY!
***
Dni stawały się coraz chłodniejsze i krótsze. Do zimy jednak jeszcze trochę pozostało, bowiem był dopiero początek listopada. Harry każdego popołudnia udawał na Wieżę Astronomiczną i pozostawał tam zazwyczaj aż do późnego wieczora. Odrabiał tam prace domowe, studiował rożne książki, które często wybiegały poza materiał na zajęciach. Czasami, gdy już było ciemno, kładł się na podłodze i obserwował gwiazdy. Martwiło go to, że robi się coraz chłodniej.  Kiedy nadejdzie zima nie będzie mógł tutaj przesiadywać tyle czasu, bo zamarznie.
Dzisiejszego dnia całe popołudnie oraz wieczór przesiedział w bibliotece. Nie miał innego wyjścia. Miał do napisania bardzo trudny referat  z Historii Magii, do którego potrzebował mnóstwa książek i nie dałby rady zanieść ich do swojego stałego miejsca nauki. Skończył pisać bardzo późno, jednak był zadowolony ze swojej pracy. Udał się do swojego dormitorium. Wszyscy już spali. On usiadł na swoim łóżku i stwierdził, że ani trochę nie chce mu się spać. Popatrzył na swój kufer, gdzie miał schowaną pelerynę niewidkę. Tak, to idealna pora na spacer.
Okryty peleryną po cichu opuścił dormitorium. Nie wiedział gdzie indziej mógłby pójść, jak nie do swojej oazy spokoju, ciszy i samotności. Właściwie nie wiedział po co tam idzie. Po prostu poczuł taką potrzebę. Może zatęsknił za widokiem gwiazd? Może za tym wiatrem, który smaga jego ciało na szczycie wieży? Nie wiedział, ale czuł, że musi tam teraz być.
Pokonując schody prowadzące na szczyt, usłyszał płacz… Nie jakieś głośne zawodzenie, ale bardzo cichutkie łkanie. Zatrzymał się na chwilę. Według wyznawanych przez siebie zasad powinien zawrócić, nie mieszać się. Ale przecież ma na sobie pelerynę niewidkę. Po prostu sprawdzi tylko kto tam jest. Z czystej ciekawości.
Sprawdził czy jest dobrze okryty peleryną i jak najciszej potrafił wszedł na samą górę. To, co tam zobaczył zatrzymało na chwilę dech w jego piersiach i czuł jakby serce na moment przestało mu bić.
Harry zobaczył chłopaka, który stał po drugiej stronie barierki, która zabezpieczała otwartą część szczytu wieży. Trzymał on w jednej ręce różdżkę i przystawiał ją sobie do skroni, a drugą trzymał się mocno barierki. Stał on tyłem do Gryfona, jednak on pozna wszędzie tą blond czuprynę. To Malfoy.
Harry po chwili otrząsnął się z szoku i postanowił odrzucić w cholerę swoje postanowienie o nie wtrącaniu się. Nie mógł pozwolić, żeby Ślizgon zabił się na jego oczach! W ogóle nie mógł pozwolić, żeby się zabił, nieważne czy będzie na to patrzył czy nie! Cholera, czemu wcześniej nie zareagował?! Przecież widział, że z Malfoy’em jest już bardzo źle! Musi działać, tylko co ma zrobić?! Teraz się liczy każda sekunda!
Gryfon zdjął z siebie pelerynę i nie wiedział co dalej. Okropnie się bał, że Ślizgon się go wystraszy i po prostu spadnie.
-Draco… -powiedział najspokojniej jak w tej sytuacji potrafił. -Błagam cię, nie rób tego…
Blondyn odwrócił głowę i spojrzał na Harry’ego. Jego twarz była zalana łzami i pełna rozpaczy.
-Potter, zostaw mnie -powiedział szlochając. -To nie twoja sprawa, daj mi to wszystko skończyć! -wykrzyczał. Gryfon był coraz bardziej przerażony. Widział, że chłopak cały drży i ma coraz mniej siły. W każdej chwili może spaść.
-Nie -starał się być spokojny, ale miał w sobie tak wielkie emocje, iż czuł, że za chwile sam się rozpłacze. -Draco, nie możesz tego zrobić… Po prostu mi o wszystkim opowiedz… Opowiedz całą prawdę. Ja ci pomogę, tylko mi powiedz co się dzieje… -zbliżył się ostrożnie do niego i wyciągnął rękę w jego stronę.
-Nie pomożesz mi, nikt mi nie pomoże… -coraz głośniej zanosił się płaczem. -Nie wytrzymam tego! Wolę umrzeć i to skończyć! -wykrzyczał kierując wzrok ku niebu.
-To jest moja wina! -krzyknął mimowolnie Harry. -Zostawiłem cię, chociaż widziałem, że potrzebujesz pomocy! Jestem pieprzonym egoistą!Proszę cię, złap się mnie -wyciągnął drugą rękę jakby chciał objąć Ślizgona. -Proszę… Powiesz mi o wszystkim, ja cię nie zostawię! Rozumiesz, nie zostawię cię! -poczuł jak po jego policzkach popłynęły łzy.
Malfoy znów spojrzał na Gryfona. Na jego twarzy widać było wahanie. W oczach zapłonęła iskra nadziei. Ostrożnie się obrócił i objął szyję bruneta ręką w której trzymał różdżkę. Lewą dłonią wciąż kurczowo trzymał się barierki. Harry lewą ręką objął tors blondyna.
-Draco, teraz powoli… Najpierw prawa noga -Ślizgon drżąc przełożył prawą nogę przez barierkę. -A teraz lewa… -po chwili druga noga też dołączyła.
Brunet poczuł ulgę. Malfoy był bezpieczny. Przytulił go do siebie bardzo mocno. Dracon przyległ do niego swoim ciałem, jakby już nigdy nie zamierzał go puścić. Znów zaniósł się płaczem. -Przepraszam cię Potter, przepraszam za wszystko… -Harry uświadomił sobie, że również płacze.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wiem, że za tą przerwę w dodawaniu rozdziałów podlegam karze piekła ognistego, ale miałam różne zawirowania w życiu i po prostu nie potrafiłam nic napisać. Przepraszam Was, że musieliście czekać tak długo. Postaram się od teraz regularnie dodawać rozdziały. Jeszcze raz błagam, wybaczcie mi!

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 3

Był wieczór. A właściwie to już początek nocy. Harry leżał w swoim łóżku i nie mógł zasnąć. Poranne wydarzenia dręczyły jego umysł. Tak bardzo chciałby to wszystko zrozumieć, ale nie potrafił. Wcześniej było oczywiste, że Draco okropnie cierpi przez to, co zdarzyło się wczoraj wieczorem w gabinecie Snape’a. Gryfon miał też pewność, że musi ratować Malfoy’a. A teraz? Teraz wszystko się posypało i stało bez sensu. Brunet przez cały dzień o tym myślał, dlatego też nie potrafił się na niczym skupić. Mimo to, dalej nie miał pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi. Zachowanie Ślizgona wobec Mistrza Eliksirów było… oczywiście obrzydliwe, ale przede wszystkim bardzo dziwne. Nie dało się tego w żaden sposób normalnie wytłumaczyć. To przecież niemożliwe, żeby Draco w jednej chwili zrozumiał, że taka relacja ze Snape’em mu odpowiada. Harry widział jak blondyn jeszcze parę minut przed tym umierał ze strachu przed nauczycielem. Malfoy musiał udawać. Ale w której kwestii? Lęku, wstydu i cierpienia? Nie, to nie miałoby żadnego sensu… Więc ta nagła miłość do Severusa była fałszywa? Ale po co miałby to robić? A może w obu tych zachowaniach tylko grał? Ale jaki mógłby być tego powód, do cholery?! Gryfon czuł, że musi poznać prawdę. Po prostu ze zwykłej… ciekawości. Nie chciał już ani przez chwilę myśleć, że martwi się o Dracona. Po tym co wydarzyło się rano na korytarzu… Harry wiedział, że coś jest nie tak. Dlaczego, kiedy blondyn go dotykał było tak cudownie? Dlaczego przyjemność płynąca z tego dotyku na moment zupełnie go sparaliżowała? I dlaczego całe jego ciało zachowywało się tak, jakby bardzo pragnęło Ślizgona? Gryfon bardzo się tego bał. Nigdy wcześniej nie czuł czegoś takiego. Gdyby tu chodziło o jakąś dziewczynę… Wtedy wszystko byłoby w porządku, nie byłoby się o co martwić. Harry’ego okropnie przerażało to, iż może się okazać, że jest gejem. W sumie nigdy nie miał dziewczyny, w żadnej nie był kiedykolwiek zakochany. Właściwie, to nawet nie przypominał sobie, żeby jakaś mu się chociaż podobała. Gryfon jednak próbował sobie wmówić, że to nie są wystarczające argumenty. Na pewno niedługo znajdzie osobę, którą pokocha i z pewnością nie będzie to Malfoy ani żaden inny chłopak.
Tymczasem… nie potrafił niestety przestać myśleć o Ślizgonie. Nagle poczuł, że musi sprawdzić, gdzie blondyn teraz przebywa, nie zastanawiając się zbytnio nad intencjami tego działania.
Wyciągnął ze swojego kufra Mapę Huncwotów i rozłożył ją na swoich kolanach. Zdjął zaklęcie maskujące, co spowodowało, że na pustym pergaminie pojawił się szczegółowy plan pomieszczeń Hogwartu oraz aktualna lokalizacja wszystkich osób znajdujących się na jego terenie.  Teraz musi tylko znaleźć punkcik z napisem „Draco Malfoy”. Pierwszym miejscem na jakie skierował wzrok był gabinet Snape’a. Niestety było to trafne. Ślizgon właśnie tam się znajdował. Razem z Mistrzem Eliksirów. Byli tak blisko siebie, że kropki ich oznaczające prawie całkowicie pokrywały. Po tym, co Harry ostatnio widział, nie miał problemu z domyśleniem się, co robią. Dręczyło go tylko jedno pytanie. Czy Snape dalej zmusza do tego Malfoy’a, czy chłopak po prostu również tego chce? Brunet ciągle słyszał w głowie głos Ślizgona, który mówił, żeby się nie wtrącał. Harry jednak nie potrafił tego zrobić. Tylko dlaczego? Przecież to są problemy Draco, a nie jego. Blondyn niczym nie zasłużył sobie na udzielenie mu jakiejkolwiek pomocy. Mimo to zajął wszystkie myśli Gryfona. Do Harry’ego zaczęła docierać przerażająca prawda. Cholernie martwi się o Malfoy’a, choć nie ma pojęcia czemu. Może to dlatego, iż okazało się, że jednak ma jakieś uczucia i tak jak innych ludzi może pochłonąć go cierpienie i strach. A osobom w takiej sytuacji jak on po prostu trzeba pomagać, nie ważne kim są. Brunet bardzo by chciał, żeby to właśnie o to chodziło. Istniała jednak druga możliwość. To, że ciągle myśli o Draco i tak bardzo chce go uchronić przed krzywdą ze strony Snape’a, może być spowodowane tym, iż ostatnio czuje się w towarzystwie Ślizgona nadzwyczaj… dobrze. Jak najszybciej musi jednak odrzucić tę myśl. Nie może sobie również już nigdy pozwolić na takie zachowanie jak dziś po lekcji obrony przed czarną magią. Po prostu jeśli Malfoy potrzebuje pomocy, to Harry mu jej udzieli, a potem wrócą do dawnych stosunków. Tak, tak właśnie będzie.
Tymczasem postanowił jedno -bez względu na to, co powiedział Draco, musi go ratować. Pozostała tylko kwestia czy jest od czego.
Harry’emu wpadł do głowy pomysł, który może nie zaliczał się do jednego z najlepszych w jego karierze, ale mógł w owy sposób rozwiać swoje wątpliwości, co do sytuacji między Malfoy’em a Mistrzem Eliksirów.
Rozejrzał się po dormitorium. Światło księżyca oświetlało twarze na szczęście śpiących już chłopców. Pospiesznie się ubrał, zabrał różdżkę, mapę oraz pelerynę niewidkę, cały czas myśląc o jednym -żeby tylko zdążyć. Mimo, iż czas go naglił, starał się zachowywać jak najciszej, gdyż nie miał pomysłu jak wytłumaczyć swoją wyprawę, gdyby kogoś obudził. Założył na siebie pelerynę, gdyż nie chciał, by ktokolwiek go zobaczył, z tego samego powodu, z którego starał się nie obudzić swoich współlokatorów. Zszedł „na paluszkach” po schodach do pokoju wspólnego. Przy jednym ze stolików siedziała dziewczyna z burzą ciemnych włosów. Na blacie miała porozkładane sterty książek. Jedną z nich trzymała w dłoniach i powoli kartkowała - widocznie czegoś szukała. To właśnie Hermiona. Nieważne, że jest późno, wszyscy już śpią - musi skończyć swoją pracę,  inaczej nie zaśnie. Ta jej pilność i zainteresowanie różnymi dziedzinami magii wiele razy przydała się Gryfonowi. Dziewczyna wiele razy wyciągnęła go z tarapatów dzięki swojej wiedzy. Może powinien ją przeprosić za wczoraj? I w ogóle za swoje ostanie zachowanie? W końcu Hermiona zawsze służyła mu wsparciem nie tylko w kwestii magii, ale i każdej innej. Chciałby jej nawet powiedzieć o tym co się dzieję, co zajmuje jego głowę. Ale nie mógł. Po pierwsze ze względu na Draco. Nie dlatego, że Ślizgon dziś rano zabronił mu mówić  o tym wszystkim komukolwiek. Dla Harry’ego o wiele więcej znaczyło, że wczoraj mu to po prostu obiecał.  Poza tym nie miał pojęcia jak dziewczyna mogłaby zareagować na to, co Gryfon teraz myśli o blondynie. Przecież to całkowicie nienormalne, że się nim przejmuje. Jednak o tym jak się czuje przez jego bliskość, dotyk… na  pewno by jej nie powiedział. O tym nigdy nie wspomni nikomu. To zbyt upokarzające. 
Czas, czas! Harry zorientował się, że stoi wpatrując się w dziewczynę już kilka minut, a przecież tak strasznie się spieszy. Hermiona na szczęście siedziała plecami do wyjścia z pokoju wspólnego, więc nie  widziała podejrzanie „samodzielnie” otwierającego się i zamykającego portretu Grubej Damy.
-Lumos -różdżka chłopaka wytworzyła źródło niezbyt mocnego światła, jednak wystarczającego, by oświetlić drogę. Harry szybkim krokiem ruszył w kierunku lochów, a dokładniej gabinetu Snape’a. Okropnie się denerwował, gdyż zapewne przez odziedziczoną po ojcu zdolność do pakowania się w kłopoty, na pewno coś potoczy się nie tak. Mimo to, był bardzo zdeterminowany i ani myślał zawrócić. Minął wiele portretów wiszących na ścianach korytarzy szkoły. Postacie znajdujące się na nich okropnie narzekały i miały pretensje do chłopaka, że zakłóca ich sen. Gryfon nie zwracał jednak na to uwagi, gdyż był tak bardzo skoncentrowany na swoim celu.
Nareszcie. Drzwi do gabinetu Snape’a. Zerknął na mapę. Uff… Draco ciągle był w środku. Sprawdził jeszcze czy peleryna dokładnie go okrywa. Teraz pozostało mu tylko jedno - czekać. Nie mógłby zrobić teraz nic głupszego niż wejść tam. Jeżeli okazałoby się, że nauczyciel nie wykorzystuje Malfoy’a, czyli w tym momencie nie robią tego bądź robią, lecz  Ślizgon nie ma nic przeciwko, to wyjdzie na totalnego idiotę. W dodatku obaj zapewne nie darują mu tego wtargnięcia. A jeśli sytuacja byłaby jednak podobna do wczorajszej, to i tak nie uda mu się tym razem uratować chłopaka. Nie da rady przecież tak wejść do gabinetu, by Snape tego nie zauważył. Raczej nie zignoruje otwierających się „bez niczyjej pomocy” drzwi. A Harry poza atakiem z zaskoczenia, nie ma z profesorem żadnych szans. Z resztą i tak zapewne nawet by tam nie wszedł. Nauczyciel na pewno dla bezpieczeństwa rzucił na drzwi kilka porządnych zaklęć blokujących. Gryfon wiedział jednak, że to czekanie ma sens. Kiedy Draco już wyjdzie z gabinetu, na jego twarzy wymalują się jego prawdziwe uczucia. Przecież tu, w tym pustym korytarzu nie będzie musiał ich ukrywać. Harry będzie wiedział wtedy, co dalej zrobić. Próbować jakoś pomóc Ślizgonowi czy zostawić już tą sprawę.
Oparł się o ścianę naprzeciwko drzwi i z niecierpliwością czekał aż się otworzą. Nie mógł znieść tego, że Draconowi może właśnie dziać się krzywda, a on nie potrafi nic zrobić, by temu zapobiec.
Czy już kompletnie oszalał? Czuł jak z każdą minutą coraz bardziej przejmuje się Malfoy’em. Jeszcze trochę i będzie gotów skoczyć za nim w ogień! Co się z nim do cholery dzieje?! Przecież to tylko Draco, który przez cala ich znajomość ani trochę nie zasłużył sobie by troszczyć się o niego, pomagać mu. Dokładnie przeciwnie. Należy mu się cierpienie i odrzucenie. Ale to tylko mózg Harry’ego tak mu podpowiadał. Serce krzyczało jedno - „nie daj go skrzywdzić!”
Gryfon wstrzymał oddech, a jego serce przyspieszyło bicie, gdy usłyszał dźwięk otwierania drzwi. Blask umocowanej na ścianie pochodni oświetlił postać, która wyszła z gabinetu. Harry spojrzał na okalaną blond kosmykami twarz. Zobaczył jedynie… pustkę. Draco nie wyrażał zupełnie żadnych emocji. Jego usta były delikatnie rozchylone, a oczy nieprzytomnie wpatrzone w przestrzeń. Brunet nie odrywał wzroku od Ślizgona, który nie wykazywał żadnych oznak życia poza mruganiem i delikatnymi ruchami klatki piersiowej przy oddychaniu. Harry nie miał pojęcia, co zrobić. Czuł, że nie powinien w tym momencie ściągać peleryny i pokazywać się Malfoy’owi. Teraz jest z nim coś nie tak i Gryfon nie ma pojęcia jakby zareagował. Dalej wpatrywał się w stojącego nieruchomo Ślizgona. Jego wyraz twarzy ani trochę się zmienił. Jednak nagle Harry coś zauważył. Po prawym policzku blondyna spłynęła łza.
Brunet poczuł w sercu ucisk. Więc… Draco raczej nie jest zadowolony ze spotkanie ze Snape’em. Nie mógł teraz odgadnąć jego uczuć, ale wyglądał, jakby spotkało go coś strasznego. Harry domyślał się, co to mogło być. I miał teraz okropne poczucie winy. Stał tutaj i czekał, a przecież mógł zareagować. Jak mógł myśleć tylko o sobie. Co by mu się stało, gdyby tam wszedł?! Właściwie Snape już mu rano oznajmił, co się stanie jeśli znowu się wtrąci… Ale co z tego?! To nie zmienia faktu, że nic zrobił, chociaż mógł. A Draco teraz… Cholera! Chociaż to też jego wina. Po co rano odstawiał takie szopki?! Nie mógł po prostu przyznać, że potrzebuje pomocy?! Razem coś by wymyślili, jakoś to powstrzymali. Po co ten dureń coś takiego zrobił?! Przecież to bez sensu…
Zauważył kolejną łzę spływającą po drugim policzku Ślizgona. Wyraz twarzy chłopaka pozostał ciągle niezmieniony. W Harrym rosło ogromne pragnienie, by po prostu podejść do niego i go przytulić.
Nagle Malfoy obrócił się i ruszył przed siebie korytarzem, jednak w przeciwną stronę niż jego dormitorium. W tym samym kierunku, co wczoraj, czyli może do tamtej łazienki… Gryfon miał mieszane uczucia do tego miejsca po ostatnich wydarzeniach. Ale tam przynajmniej mogliby porozmawiać. Poczekał chwilę, żeby znaleźć się w na tyle bezpiecznej odległości, by Draco go nie usłyszał. Ruszył za nim, lecz musiał się pospieszyć, by nie stracić go z oczu, ponieważ blondyn szedł bardzo szybko. Jeden zakręt, drugi… W ostatniej chwili zauważył sylwetkę chłopaka, wślizgującego się właśnie do tej łazienki. Może Malfoy chciał, żeby Harry znów go tam znalazł i był teraz przy nim? Nie, to na pewno tylko durny wymysł Gryfona.
Harry przez dłuższą chwilę wpatrywał się w drzwi łazienki. Znów miał ten sam problem. Co powiedzieć? Jak się zachować? Nie miał tak naprawdę zielonego pojęcia. Nie wiadomo też było jak na samą jego obecność zareaguje Draco.
Nagle tę zupełną ciszę panującą na korytarzu przerwał dźwięk tłuczonego o posadzkę szkła dobiegający zza drzwi łazienki. Teraz Gryfon już nie miał czasu się zastanawiać. Musi tam natychmiast wejść.
Kiedy otworzył drzwi, to co zobaczył odebrało mu na chwilę mowę. Na całej powierzchni podłogi leżały kawałki roztrzaskanej umywalki. Z rur w miejscu, gdzie wcześniej się znajdowała, tryskały strumienie wody. Jednak najbardziej niesamowitym widokiem był teraz Draco. Z jego twarzy, a szczególnie oczu biła nieopisana nienawiść. Po policzkach płynęły łzy, a jego wargi były mocno zaciśnięte. Nie trzymał w ręku różdżki, więc to, co zrobił z umywalką, musiał zrobić nie za pomocą magii, a własnymi rękoma.
-Czego tu szukasz, Potter?! -blondyn zmierzył go tak nienawistnym spojrzeniem, że po jego ciele przeszedł dreszcz.
-Draco… Uspokój się. Ja naprawdę chcę ci pomóc -powiedział najspokojniej, jak tylko mógł. Podszedł trochę bliżej do Ślizgona. -Nic ci się nie stało? Jak ty to w ogóle zrobiłeś? -wskazał ręką na tryskającą wodę i szkło na podłodze.
-To nie twoja sprawa -syknął. -Czego ty ode mnie chcesz?! Nie zrozumiałeś jeszcze?! Myślałem, że rano udało ci się cokolwiek skumać -jego szare oczy wpatrywały prosto w oczy Harry’ego. Chłopak widział w nich tak ogromny gniew, jakby wstąpił w blondyna jakiś demon.
-Widziałem jak wyszedłeś z gabinetu Snape’a. Nie wmówisz mi, że jesteś z nim szczęśliwy. Skrzywdził cię, prawda? -podszedł do Malfoy’a jeszcze bliżej i chwycił go za rękę. -Draco, nie wiem jak, ale ci pomogę. Tylko daj sobie pomóc…
Ślizgon błyskawicznie wyrwał się uścisku i odsunął się. Harry widział tę walkę. Tak jakby chciał tej pomocy, ale natychmiast odrzucał to pragnienie.
-Odwal się Potter! Nie chcę ciebie ani twojej cholernej pomocy! -głos coraz bardziej mu się załamywał. Łzy znów zaczęły płynąć po jego policzkach. Widocznie nie potrafił ich powstrzymać.
Brunet nie dał za wygraną. Znów zbliżył się do Dracona. Położył delikatnie dłoń na ramieniu blondyna.
-Wszystko będzie dobrze. Tylko przestań się tak izolować i odstawiać jakieś dziwne przedstawienia. Przecież i tak wszystko wiem, nie oszukasz mnie. -powiedział, znacznie ściszając głos.
Tym razem Draco się nie odsunął, a wręcz przeciwnie. Złapał Gryfona za koszulkę, popchnął go i docisnął swoim ciałem do ściany.
-Nic nie wiesz, Potter -syknął mu prosto w twarz. Po jego wzroku można było wywnioskować, że ma ochotę zabić Harry’ego.
Brunet poczuł się bardzo niekomfortowo w tej sytuacji. Ślizgon był… po prostu za blisko. Z tego powodu jego serce zaczęło bić znacznie szybciej, a z ust mimowolnie wydobyło się niezręczne jęknięcie. Przygryzł dolną wargę i spuścił wzrok. Kiedy zobaczył zdziwione jego reakcją spojrzenie Draco, jego policzki natychmiast spłonęły rumieńcem. Dlaczego nie potrafił tego kontrolować?! To przecież tylko… Malfoy…
Blondyn powoli odsunął się od niego. Poczuł ulgę, ale jednocześnie już brakowało mu tej bliskości ciała Ślizgona. Draco patrzył na niego z kpiną i nawet lekkim rozbawieniem.
-Uderzyłeś się ostatnio w głowę czy wypiłeś jakiś eliksir miłosny? -zapytał drwiąco. -Czy może naprawdę się we mnie zakochałeś, Potter?  -wykrzywił usta we wrednym uśmieszku.
-Malfoy, ja… -dopiero po chwili dotarło do niego, co Ślizgon przed chwilą powiedział. -Co?! C-co ty za brednie gadasz?! Po prostu się o ciebie martwię… To znaczy nie  jesteś mi obojętny. Nie! Chciałem powiedzieć, że jesteś dla mnie po prostu osobą, która potrzebuje pomocy. A ja takich nie zostawiam w potrzebie -Harry tak się zestresował, że zrobiło mu się gorąco. Ta wypowiedź była zupełnie niepotrzebna. Tak to jest, jak się gada, co ślina na język przyniesie. Chciał się po prostu obronić przed podejrzeniami Draco, ale zupełnie mu to nie wyszło.
-Oj, chyba coś ściemniasz -blondyn już zupełnie odzyskał panowanie nad sobą. Poza lekko potarganymi włosami, pogniecioną koszulą i oczami jeszcze delikatnie zaczerwienionymi od łez, był taki jak zawsze. Pewny siebie z  podłym uśmieszkiem na twarzy. Założył rękę jedną na drugą, a lewą nogę wysunął lekko do przodu. Zrozpaczony i wściekły Draco odszedł - teraz znów zaczął kontrolować swoje emocje i przybrał maskę. Harry bardzo zazdrościł mu tej umiejętności. On sam nie potrafił ukrywać własnych uczuć. -Wyznaj mi prawdę, bo nie wiem, co mam ci powiedzieć.  Podobam ci się? Zakochałeś się we mnie? Oświeć mnie łaskawie.
-Nie! -Harry czuł, że za chwilkę się ugotuje. Było mu aż tak gorąco ze zdenerwowania. Jak ma przekonać Malfoy’a, że nic do niego nie czuje, skoro jego zachowanie wskazuje coś zupełnie przeciwnego. A może… Jak ma go przekonać, że tak nie jest, skoro to prawda…? Nie, to niemożliwe. Jeśli byłby w nim zakochany, czułby to i nie miałby żadnych wątpliwości. Ale skąd ma wiedzieć jak wygląda zakochanie, skoro jeszcze nigdy tego nie przeżył. A może właśnie tak? Cholera!
-Nie wierzę ci, Potter -uśmiechnął się szeroko i zbliżył się do niego, pozostawiając między ich ciałami tylko klika centymetrów wolnej przestrzeni. Harry wstrzymał oddech z powodu ponownej bliskości Ślizgona. -Sam sprawdzę, jak się sprawy mają -wyszeptał nachylając się nad jego uchem. Nagle przez ciało bruneta przeszedł niesamowity dreszcz przyjemności. Poczuł zawroty głowy i nawet nie wiedział kiedy, złapał za materiał koszuli Draco. Dlaczego? Malfoy po prostu delikatnie przygryzł jego ucho. Nie miał pojęcia, że coś takiego może być aż tak przyjemne. Blondyn jednak na tym nie zakończył. Powędrował ustami niżej i przyssał się jak wampir do szyi Gryfona. Nie pragnął jednak jego krwi, a jedynie złożyć kilka pocałunków. Harry mimowolnie, jakby nie panował nad własnym ciałem, odchylił głowę do tyłu i jęknął cicho. W myślach ciągle słyszał głos rozsądku „odepchnij go!”, ale serce z całą resztą ciała błagały, by dał Malfoy’owi jeszcze trochę „posprawdzać”.
W końcu Ślizgon sam oderwał się od szyi bruneta i zrobił krok w tył. Harry puścił jego koszulę i szybko zabrał rękę.  Starał się nie wyrażać żadnych emocji, ale i tak nic to nie dało. Czuł jak jego policzki płoną. Jednak nawet jeśli by się opanował, to przecież i tak nie zmienia faktu, że pozwolił Draconowi, na te pieszczoty, co więcej wyraźnie pokazał, że podobało mu się. Odwrócił wzrok, gdyż nie chciał teraz patrzeć na chłopaka. Czuł się tak żałośnie. Dlaczego go do cholery nie odepchnął?! Co jest z nim nie tak?! Teraz Malfoy ma już odpowiedź na swoje pytanie i Harry nie ma już szansy się jakkolwiek obronić.
-No nieźle, Potter -zaśmiał się Ślizgon. -Naprawdę czuję się zaszczycony, że ty, Chłopiec Który Przeżył, Wybraniec, największa sława w Hogwarcie, zakochał się w kimś takim jak ja -zadrwił. -Jednak wybacz mi, lecz muszę złamać twoje serce i zranić uczucia, gdyż nie odwzajemniam twojej miłości. Wciąż cię nienawidzę, nawet jeśli zmieniłeś aktualnie swój stosunek do mnie. Uważam za żałosne to, że ciągle próbujesz nieść pomoc wszystkim i stale jesteś bohaterem tak uwielbianym przez cały świat czarodziejów. Zamiast tego powinieneś się zająć tym, co naprawdę jest twoim przeznaczeniem . Tak Potter, wiem dokładnie co to jest i … -przygryzł dolną wargę jakby powstrzymał swoje usta przed dalszym mówieniem. -W każdym razie Potter, chcę żebyś wbił sobie do głowy kilka rzeczy: nie potrzebuję twojej pomocy, między nami nic nie będzie, po prostu się ode mnie odwal. Inaczej może stać ci się zupełnie przypadkiem jakaś krzywda. -powiedział z opanowaniem, jednak widać było, że poprzedni wątek wybił go trochę z tego zupełnego spokoju.
-Nie boję się ciebie, Malfoy -w Harrym odezwały się resztki odwagi, która została przed chwilą zupełnie zniszczona przez Ślizgona. -Niby co mógłbyś mi zrobić? -nie wiedział jak bardzo pożałuje jeszcze tego pytania.
-Chcesz wiedzieć co? Chętnie zademonstruję ci próbkę moich możliwości -zanim Gryfon zdążył cokolwiek odpowiedzieć lub zrobić, Draco wyciągnął różdżkę i wycelował nią prosto w niego. -Crucio! - w Harry’ego uderzył czerwony promień światła.
Brunet natychmiast upadł na podłogę, gdyż nie potrafił poradzić sobie z bólem przeszywającym całe jego ciało. Zwijał, krzyczał i jęczał. Nie myślał o niczym innym niż żeby to się skończyło. Jak za mgłą widział stojącą nad nim postać Malfoy’a, który szyderczo się uśmiechał. Po chwili ból ustąpił. Ślizgon nareszcie zdjął z niego klątwę. Powoli wstał, bardzo się chwiejąc. Popatrzył na swoje ciało, gdyż ciągle czuł ból, jednak innego rodzaju. Tak jakby coś wbijało w kilku miejscach w jego skórę. Okazało, że to odczucie jest prawdziwe. Upadł przecież na posadzkę, której było pewno kawałków rozbitej umywalki. Ręce miał całe pokaleczone, gdyż miał je odsłonięte. Reszta ciała, która była okryta ubraniem też dawała niepokojące znaki w postaci powstających plam krwi na materiale. Harry spojrzał z niedowierzaniem na widocznie zadowolonego Ślizgona. Brunet nie wiedział co ma teraz powiedzieć. Był w zbyt wielkim szoku. Draco użył jednego z Zaklęć Niewybaczalnych… Tak po prostu… Tutaj, w Hogwarcie…
-Chyba teraz zrozumiałeś, Potter. Nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj. -przybrał poważny wyraz twarzy. Jego postawa wskazywała, iż chcę pokazać swoją wyższość. Z gracją ruszył w stronę drzwi. Spojrzał jeszcze przez moment na Gryfona. -Radź sobie teraz sam -rzucił i po prostu wyszedł. Zostawił go.  Harry miał teraz w głowie totalny mętlik.


wtorek, 15 lipca 2014

Rozdział 2

Droga do dormitorium zdawała się Harry’emu o wiele dłuższa niż zwykle. To zjawisko mogło być spowodowane nadmiarem myśli kłębiących się w jego głowie. Nie potrafił uwierzyć w to, co dziś zobaczył. Zawsze uważał Snape’a za podłego i bezdusznego człowieka, jednak nigdy nawet nie pomyślał, że byłby on zdolny do czegoś takiego. Trzeba mieć chyba zimny głaz zamiast serca, żeby zrobić coś tak okrutnego. Na szczęście jego plan został przerwany. Dobrze, że Gryfon tam był mimo, iż musiał na to wszystko patrzeć. Chociaż… Przecież ten tłustowłosy drań na pewno tak tego nie zostawi. Będzie chciał się zemścić. W tym momencie bruneta ogarnął lęk. A co jeśli… Snape zrobi z nim to samo, co z Draconem? No tak, to byłoby nawet sensowne… Wyobraził sobie chude blade dłonie wędrujące po jego ciele, usta składające mu brutalne pocałunki… Dalej wolał już nawet sobie nie wyobrażać. Jego ciało przeszedł bardzo nieprzyjemny dreszcz. To przecież takie obrzydliwe. Nikt go zapewne nie obroni, a sam na pewno nie da rady. Snape jest od niego o wiele sprytniejszy i mądrzejszy, dziś po prostu miał szczęście… Nie! Nie może tak być! Harry chciał natychmiast iść do Dumbledore’a i o wszystkim mu powiedzieć. Nawet już zaczął iść w kierunku jego gabinetu, jednak przypomniał sobie o czymś. Obiecał przecież Malfoy’owi, że nikomu nie powie o tym co się stało. Będzie musiał go przekonać, żeby sam powiedział o wszystkim dyrektorowi albo, żeby chociaż pozwolił, by opowiedzieć o tym za niego. No tak, czyli trzeba by porozmawiać… Brunet jakoś nie miał ochoty nawet zbliżać się do Ślizgona, ale z innych powodów niż zwykle. Sytuacja w łazience była… dziwna. Harry żałował teraz, że tak się zachował. Mógł po prostu jakoś porozmawiać, spróbować podnieść go na duchu jakimś dobrym słowem. Cokolwiek! A nie dotykać… I to w taki sposób. Przecież, gdyby Draco był dziewczyną, to takie zachowanie sugerowałoby, że Gryfon chce czegoś więcej. Boże, a jeśli Malfoy jest gejem! W takim wypadku, mogłoby się to bardzo źle skończyć… Właściwie, to może jeszcze nie koniec, bo jeśli on to źle zrozumiał… To był tylko taki impuls, Harry przecież nic nie czuje do blondyna. Jednak kiedy miał go tak blisko siebie, było tak cudownie. Właściwie to wolałby tam z nim zostać niż siedzieć samemu w dormitorium. Tylko, że sytuacja zrobiła się tak niezręczna… A przecież mogliby chociaż jeszcze troszkę… Ale brunet musiał wszystko zepsuć. Po co go tak czule głaskał?! Ale to przecież była chwila, nie myślał, kierował się emocjami. Uświadomił sobie właśnie, że najchętniej wróciłby do tej łazienki  i znów przykleił do Ślizgona. To go przeraziło. Może nawet bardziej niż świadomość, że Snape będzie pragnął zemsty. Harry pomyślał, że może to on sam jest gejem. Ale przecież nigdy nie podobali mu się inni chłopcy… A Malfoy mu się podoba? W wersji, kiedy był wtulony w jego ciało, na pewno tak… Ale tak poza tym? No jest raczej przystojny i niegłupi. Dzisiaj pokazał, że ma jakieś uczucia. Ale czy chciałby go pocałować albo…? Koniec! Gryfon miał ochotę sam siebie uderzyć. Co to bzdury?! Nie jest żadnym gejem! Ani on ani Draco. A w dodatku przecież się nienawidzą. To po prostu było jednorazowe zdarzenie i nigdy więcej się nie powtórzy. Muszą obaj o tym zapomnieć. A co jeśli Malfoy nie będzie chciał? Jemu to też się przecież podobało… Nie! To było ohydne! Dla ślizgona na pewno też, z jego strony to była chwila słabości. Najlepiej, jakby udawali, że nic się nie stało, bo brunet naprawdę nie chciał o tym rozmawiać.
Portret Grubej Damy. Nareszcie. Podał hasło kobiecie znajdującej się na obrazie i wszedł do środka. Mimo późnej pokój wspólny nie był pusty. Na kanapie siedzieli znacznie zaniepokojeni i zdenerwowani Ron i Hermiona. Kiedy tylko dziewczyna zobaczyła Harry’ego na jej twarzy pojawiła się ulga. Wstała i spojrzała na chłopaka.
-Harry, gdzieś ty był? Tak bardzo się o ciebie martwiliśmy… -głos Gryfonki był surowy. Ron chyba nie miał nic do powiedzenia, również wstał i zwrócił wzrok na bruneta.
-Ja… -zaczął Potter, jednak nie miał pojęcia co powiedzieć, by nie zabrzmiało to podejrzanie. Nie chciał, by Hermiona zadawała mu więcej pytań. Mogłaby wtedy wyczuć kłamstwo. -Byłem u Dumbledore’a. Chciał ze mną porozmawiać. Przepraszam, zapomniałem wam powiedzieć -to było idealne kłamstwo, gdyż to raczej normalne po ostatnich wydarzeniach, więc nie mieliby powodów, by to sprawdzać.
-No dobrze Harry… Ale następnym razem, jeśli zamierzasz późno wrócić, powiedz nam łaskawie o tym. Ja idę spać, dobranoc -dziewczyna była wyraźnie obrażona. Odwróciła się i poszła w stronę swojego pokoju.
-Stary, wszystko w porządku? -zapytał Weasley, kiedy tylko Hermiona zniknęła za drzwiami. -Ostatnio dziwnie się zachowujesz…
„-Nie no, wszystko ok. Tylko Snape może chcieć mnie zgwałcić, tuliłem się przed chwilą z Malfoy’em i prawdopodobnie jestem ciotą” -odpowiedział w myślach Harry. Ale nie chciał o tym rozmawiać z nikim. Nawet z Ronem. Musiał poradzić sobie z tym sam. -Wszystko dobrze. Przepraszam, to wszystko przez to, co stało się przed wakacjami. Nie chcę jednak o tym rozmawiać -wydusił wreszcie.
-Jak chcesz -powiedział rudzielec tonem pełnym obojętności. Widocznie miał już dosyć Harry’ego i jego zachowań. -Ja idę spać, jutro od samego rana mamy zajęcia. I przypomnę ci, że zaczynamy obroną przed czarną magią z naszym kochanym profesorem Snape’em. Tak więc radzę ci, żebyś również poszedł już spać, bo przy tym człowieku lepiej trzeźwo myśleć. Dobranoc. -również opuścił pokój wspólny i Harry został sam.
„-Cholera!”-przeklął w duchu. Tylko nie to. Zupełnie o tym zapomniał. Przecież do rana zostało tak niewiele czasu, a on nie był jeszcze gotowy, by spotkać się z tym zboczeńcem. Może udać, że jest chory i nie wychodzić z dormitorium. Tak, to wspaniały pomysł. Ale… Draco… Przecież on jest o wiele bardziej narażony niż Harry. Snape na pewno będzie chciał dokończyć to, co zaczął. A tylko Gryfon może pomóc blondynowi. Nikt inny o tym wszystkim nie wie. Ale czy teraz brunet będzie musiał ciągle ochraniać Malfoy’a przed tym tłustowłosym draniem? Właściwie to nic nie musiał… Nie powinno go obchodzić, co dzieje się z tą wredną fretką. Jednak wcale tak nie było. Potter czuł, że mimo wszystko chce go od tego uchronić. Jego cierpienie nie sprawia mu wcale przyjemności. Choć  Draco zawsze był wredny, podły, cyniczny i zadufany w sobie, Harry nie chciał dla niego takiego losu. Nie wiedział dlaczego. To było takie dziwne uczucie. O wiele większe niż współczucie. Gryfon bardzo chciał pomóc, ale nie miał pojęcia jak. Postanowił jednak, że musi pójść na te zajęcia. Nie może zostawić Dracona samego.
Kiedy już leżał w swoim łóżku miał duże problemy z zaśnięciem. Ciągle w jego głowie odtwarzały się wydarzenia z gabinetu Mistrza Eliksirów oraz łazienki. Szczególnie utkwiła mu w pamięci twarz Malfoy’a, która raz była przepełniona bólem i cierpieniem, a za chwilę malowała się na niej ulga i poczucie bezpieczeństwa. Gryfonowi, widząc w myślach blondyna ogarniętego tak niesamowitym ukojeniem, udało się zasnąć.

* * *

Podczas śniadania Harry nie potrafił czegokolwiek przełknąć. Zerkał to w stronę stołu Ślizgonów, a właściwie na miejsce Malfoy’a, które było puste, to na drzwi, by zobaczyć czy chłopak może właśnie nie przyszedł. Miał okropne wyrzuty sumienia. Może nie powinien go wczoraj tak zostawić? Może Draco potrzebował jeszcze towarzystwa, ale nie potrafił tego powiedzieć? Cholera, naprawdę to zawalił. Najchętniej poszedłby teraz szukać blondyna. Ale właściwie, kiedy już by go znalazł, to co? Co by mu powiedział? Przecież to jest Malfoy, nie jego przyjaciel, tylko wróg. Jednak Harry czuł, że nie potrafi potraktować go obojętnie. Tak naprawdę Ślizgon stał się teraz dla niego kimś… ważnym? Nie, to bardzo nieodpowiednio brzmi. Wystarczy określenie nieobojętny. Draco na pewno jest w swoim dormitorium, więc brunet i tak się tam nie dostanie. Na razie musiał czekać. Blondyn na pewno kiedyś stamtąd wyjdzie i się spotkają  i… porozmawiają albo coś… Zobaczy się…
Ron i Hermiona nie siedzieli obok Harry’ego przy stole, lecz zupełnie na jego drugim końcu. Obrazili się. Oboje. No cóż, trudno. Przecież brunet nie będzie ich błagał o wybaczenie, bo nic takiego złego nie zrobił. Może im przejdzie, może nie. Jakoś szczególnie mu na tym nie zależało. Było to właściwie dziwne, bo tyle lat się przyjaźnili. Teraz go irytowali. Chociaż nie miał pojęcia czym. Po prostu tak było.
Pottera przechodził dreszcz na myśl o tym, co za chwilę się odbędzie. Lekcja obrony przed czarną magią. Ze Snape’em. Bardzo chciał się gdzieś schować. Po prostu tam nie iść. Ale może wyjść na tym jeszcze gorzej. W dodatku, jeśli Draco pojawi się na lekcji, będzie sam. Mistrz Eliksirów na pewno to wykorzysta. Wystarczy tylko, że każe zostać blondynowi po lekcji. A jeśli Harry tam będzie, może się pohamuje. Chyba boi się chociaż trochę, że Gryfon powie komuś o wszystkim… Musi więc pójść.

* * *

Idąc korytarzem, ciągle rozglądał się w poszukiwaniu blond czupryny. Jednak ślizgona nigdzie nie było. Cholera, naprawdę się o niego martwił… Chociaż właściwie, to normalne, że nie chciał przyjść na lekcje ze Snape’em. Na pewno nie przyjdzie. Nic mu przecież nie jest, tylko został w dormitorium.
Kiedy znalazł się pod drzwiami sali, prawie wszyscy już weszli. Jako ostatni przekroczył próg drzwi, zamykając je za sobą. Od razu przeszukał wzrokiem pomieszczenie, w celu odnalezienia Dracona. Jednak tak jak myślał, nie było go. Za to natrafił na mrożące krew w żyłach spojrzenie Snape’a siedzącego przy biurku. Harry znów poczuł na ciele dreszcz, ale o wiele silniejszy. Miał wrażenie, że zaraz zemdleje. Chciał uciec, ale nie mógł. Oczy profesora ciągle były w niego wpatrzone. Harry widział w tym spojrzeniu nienawiść i złość, jednak te uczucia zasłaniała znacznie kpina, gdyż Mistrz Eliksirów na pewno dostrzegł, że chłopak okropnie się boi.
-Czeka pan na coś, panie Potter? -zapytał Snape swoim zimnym tonem ubarwionym odrobiną pogardy. -Zapraszam do ławki -dodał złośliwie się uśmiechając. Brunet rozglądając się po sali, zrozumiał dlaczego.
Ron usiadł z Hermioną. Wszystkie ławki były zajęte, poza jedną -tą tuż przy biurku nauczyciela. Przynajmniej mógł usiąść sam… Nie był jednak pewny, czy wytrzyma całą lekcję tak blisko tego drania. Usiadł jednak w owej ławce i zaczął układać swoje rzeczy na blacie, unikając kontaktu wzrokowego z mężczyzną. Po chwili Snape wstał i podszedł bliżej drzwi. Popatrzył na uczniów i chyba właśnie zamierzał zacząć zajęcia. Jednak ktoś mu przeszkodził. Drzwi otworzyły się i wszedł, a właściwie wbiegł przez nie… Draco. Widać było, że jest okropnie zestresowany. Tak bardzo, że chyba nie zauważył Mistrza Eliksirów i wpadł na niego. Przy zderzeniu z profesorem chłopak upuścił książkę, którą trzymał w ręce. Harry patrzył na Ślizgona, na jego twarz. Była pełna przerażenia i wstydu. Wyglądał, jakby chciał stąd uciec. Gryfon zastanawiał się, co tym myślą inni. Ta sytuacja jest przecież dość dziwna. Draco miał zawsze dobre relacje ze Snape’em. A teraz wyraźnie było widać, że się go boi. Tylko Harry rozumiał, o co chodzi.
-Ja… przepraszam… za spóźnienie… i za to… -wybełkotał blondyn podnosząc książkę z podłogi.
-Nic się nie stało panie Malfoy -mężczyzna obrócił się i Harry mógł zobaczyć jego twarz. Widniał na niej ten wstrętny złośliwy uśmieszek. -Jednak następnym razem proszę, by się pan tak do mnie nie zbliżał, gdyż ktoś mógłby mnie jeszcze oskarżyć o molestowanie… - brunet poczuł, że za chwilę wybuchnie. To było tak bezczelne, że miał ochotę, zrobić temu zboczeńcowi jakąś krzywdę. Jednak jedyne, co zrobił, to rzucił nauczycielowi nienawistne spojrzenie, już nie bojąc się już kontaktu wzrokowego. Snape dalej się uśmiechał i patrzył na Pottera, jakby nie miał pojęcia o co mu chodzi. Harry chciał wyciągnąć różdżkę i potraktować go takim zaklęciem, by jednak sobie przypomniał. Wiedział jednak, że nie może tego zrobić, przynajmniej nie tutaj. Kiedy przeniósł wzrok znów na Ślizgona, poczuł w sercu ucisk. W oczach chłopaka ujrzał łzy… Musiało go to okropnie zaboleć. A jak mogło nie zaboleć?! To było takie podłe… Gryfon bardzo chciał pomóc Malfoy’owi, zabrać go stąd. Ale nie może! Cholera!
Wszyscy w sali siedzieli w kompletnym milczeniu. Draco szybko odwrócił twarz do ściany, by nikt nie widział tych łez. Oby nikt poza Harry’m ich nie zobaczył… Inaczej Ślizgon może mieć potem przerąbane.
-Zamierzasz tak tu sterczeć, Malfoy?! -Mistrz Eliksirów chyba stracił już ochotę na psychiczne znęcanie się nad chłopakiem. Może dlatego, że jeśli faktycznie by się rozpłakał, na pewno wszyscy zaczęli by coś podejrzewać, a tego raczej nie chciał. -Siadaj do ławki -dodał już o wiele spokojniej, jednak o wiele chłodniej niż zwykle.
W tym momencie Harry coś zrozumiał. W sali było tylko jedno wolne miejsce. Obok niego. To chyba dobrze… Może uda mu się zamienić choć kilka słów z Draconem. Jednak denerwował się. Patrzył tylko w blat ławki, nie chciał teraz spojrzeć nawet przez chwile w oczy chłopaka. Wiedział, że wywoła to na pewno u blondyna jeszcze większe poczucie wstydu. Kiedy Malfoy usiadł obok Harry’ego, Gryfon spojrzał wreszcie na niego. Chłopak patrzył w przestrzeń przed sobą. Widać było ,że wciąż walczy ze łzami, by tylko nie popłynęły po jego policzkach. Brunet tak bardzo chciałby go teraz przytulić… Dlaczego musieli być na lekcji?!
-Na pewno niezmiernie się wszyscy cieszycie, że będę uczył was dwóch przedmiotów. Dwóch najważniejszych przedmiotów. Obrony przed czarną magią uczyły was dotąd osoby nieodpowiednie. Ja… -zaczął Snape bezbarwnym tonem.
-Draco, jak się czujesz? -wyszeptał Harry, spoglądając na blondyna. Malfoy również na niego spojrzał, a nie było już w nim tej wdzięczności, co wczoraj.
-Odwal się ode mnie, Potter  -opowiedział z zaciśniętymi zębami. Brunet czuł, że Ślizgon jest na niego wściekły. Ale dlaczego? Przecież nic złego mu nie zrobił. To na pewno dlatego, że jest mu bardzo ciężko i niewątpliwie nienawidzi całego świata. Harry dobrze znał to uczucie. I wiedział, że nie powinien go teraz zostawiać.
-Ja chcę ci pomóc, zrozum to -starał się mówić jak najciszej, by nikt poza blondynem tego nie słyszał.
-A ja nie chcę twojej pomocy…- syknął Malfoy. -Nie potrzebuję nikogo, dam sobie radę sam.
-Wczoraj też może wcale nikogo nie potrzebowałeś, co? -Potter chciał by blondyn przyznał, że wcale nie chce być w z tym wszystkim sam. Tylko nie wiedział, czy Draco zdaje sobie sprawę, że potrzebuje pomocy, tylko nie potrafi tego powiedzieć czy po prostu nie rozumie, że nie może być sam.
-Nie, nie potrzebowałem - mruknął, coraz bardziej się denerwując.
-W takim razie możesz mi wytłumaczyć dlaczego się tak do mnie tuliłeś?! -Gryfon poczuł że podniósł głos. Szybko odwrócił się za siebie, jednak nikt na nich nie patrzył. Wszyscy byli zajęci sobą  albo słuchali Snape’a. W takim razie nie powiedział chyba tego aż tak głośno. Przeniósł wzrok znów na Malfoy’a i spostrzegł na jego twarzy delikatne rumieńce.
-Odwal się Potter, masz o tym zapomnieć albo pożałujesz -Harry miał wrażenie, że Ślizgon za chwilę eksploduje przez swoje nerwy. Brunet chciał tylko, żeby Draco przyznał swoją bezradność. Takim sposobem, to było jednak niemożliwe.
-Draco … -nie planował tego, ale wiedział nawet w której chwili chwycił lewą dłoń blondyna,  którą trzymał na ławce. -Pewnie mi nie wierzysz, ale ja naprawdę nie chcę, żebyś cierpiał…
Malfoy błyskawicznie zabrał rękę, jakby został poparzony. Harry spojrzał na nią. Była dziwnie sina w porównaniu z drugą ręką. Pewnie bawił się magią i coś mu nie wyszło. Ale zaraz przecież on jest praworęczny, nie trzymałby różdżki w lewej dłoni…
-Nie dotykaj mnie -syknął. -Nie rozumiesz, co powiedziałem. Odczep się ode mnie. To nie jest… -urwał nagle i przełknął głośno ślinę. Chyba tak jak Harry zorientował się, że w sali zrobiło się dziwnie cicho, a Mistrz Eliksirów zbliżał się w ich stronę.
-Widzę, że panów nie interesuje obrona przed czarną magią -zaczął nauczyciel, gdy znalazł się przy ich ławce. -Rozumiem, że pan Potter zna już wszystkie zaklęcia obronne i doskonale się nimi posługuje. Właściwie nie jestem panu tutaj potrzebny. Zapewne sam by pan doskonale poprowadził zajęcia -jego głos ociekał nienawiścią, a Harry’ego po raz kolej przeszedł okropny dreszcz. -Ale jeśli chodzi o pana, panie Malfoy, to z tego co wiem, pana wiedza na temat zaklęć obronnych nie jest zbyt obszerna. Nie zawsze będzie przy panu czuły na krzywdę drugiego człowieka czarodziej, który pana obroni, więc radzę uważać! -Snape wyraźnie się zdenerwował. Na pewno po wczorajszych wydarzeniach drzemała w nim ogromna złość i nienawiść do obu chłopców. Nie chciał tego chyba tak bardzo okazywać, ale szło mu coraz gorzej. Harry stwierdził, że dla bezpieczeństwa do końca lekcji nie będzie się już odzywał do blondyna. Mógłby jeszcze bardziej rozwścieczyć Mistrza Eliksirów, a nie wiadomo czym by się to skończyło.
Tak więc siedział cicho w ławce, udając, że słucha paplaniny nauczyciela, który opowiadał o podstawach obrony przed czarną magią. Snape poniekąd miał racje. Gryfon znał już wiele zaklęć , więcej niż inni uczniowie. Szczególnie, że przez wakacje przesiadując sam w pokoju na Grimmauld Place 12, przeglądał różne księgi zaklęć i uczył się. Czarnej magii nie tknął. Choć miał czasem na to wielką ochotę, a dostęp do takich ksiąg był bardzo prosty, gdyż znajdowały w domowej biblioteczce. Czuł jednak, że nie powinien. Ma zbyt dużo wspólnego z Voldemortem. Mógłby stać  się taki jak on… A to byłoby okropne…
Harry co jakiś zerkał Dracona. Nie mógł wymyślić żadnego sposobu jak mógłby mu pomóc, skoro on tego nie chce. Ale przecież Gryfon nie mógł tego tak zostawić. Czuł, że Malfoy tak naprawdę go potrzebuje. Postanowił, że porozmawia z nim, ale może w jakimś lepszym miejscu niż to. Teraz jednak martwiło coś jeszcze. Ta sina ręka Ślizgona… Dlaczego to akurat musi być lewa ręka?! W tym wypadku podejrzenia były tak jednoznaczne. Jego ojciec jest przecież śmierciożercą, cała jego rodzina popiera Czarnego Pana. Ale tak nie może być! Jeśli Draco zostałby poplecznikiem Voldemorta, nie wróciłby do Hogwartu! Chociaż właściwie, nikt tego zapewne nie sprawdził… Może ma na lewym przedramieniu Mroczny Znak, a nikt w szkole o tym nie wie. Jeśli to prawda, to Hogwart nie jest już bezpieczny. Ale to właściwie nie jest prawdziwy, groźny śmierciożerca… To tylko Malfoy! Może i jest podły, ale chyba nie potrafiłby robić tak okrutnych rzeczy jak inni śmierciożercy…  Koniec! Nie ma na to przecież żadnych dowodów. Może po prostu coś mu się stało w rękę. Coś go ugryzło… albo cokolwiek innego!
Nagle Harry coś sobie przypomniał. Nie wiedział dlaczego wczoraj w ogóle nie zwrócił na to uwagi. Kiedy Snape zdjął ze Ślizgona koszulę, odsłonił przecież jego lewą rękę. Na przedramieniu był… bandaż. Czyli to raczej niemożliwe, był tam Mroczny Znak. Bo gdyby był, to wychodziłoby na to, że Draco nie tylko chcę go ukryć przed innymi nosząc długi rękaw, ale sam nie chce na niego patrzeć. A śmierciożercy chyba nie czują wstrętu do tego naznaczenia… Raczej zapewne uwielbiają się w nie wpatrywać, bo czują, że są wyjątkowi dla Voldemorta. Więc to pewnie jakaś zwyczajna rana, Harry nie powinien tak panikować.
Okropnie mu się dłużyło. Tak bardzo wyczekiwał końca lekcji. Nie miał ochoty dłużej patrzeć na Mistrza Eliksirów. Budził w nim obrzydzenie, strach i nienawiść. Czyli same najgorsze uczucia.
-Na następną lekcje streszczenie tego, o czym dziś mówiłem. Koniec zajęć. -po tych słowach Gryfon błyskawicznie spakował swoje rzeczy, wstał i chciał jak najszybciej się stąd wynieść. Draco chyba też miał ten sam cel działania, gdyż zebrał się jeszcze szybciej. -Potter, Malfoy, nie tak szybko -rzucił chłodno Snape. Harry poczuł jak paraliżuje go strach. I co teraz? Mistrz Eliksirów ich obu zabije… Albo wymyśli coś gorszego. Popatrzył na blondyna, który znacznie zbladł. Wyglądał jakby miał za chwilę zemdleć. Na pewno bał się o wiele bardziej.
Wszyscy już wyszli. Zostali sami ze Snape’em, który za pomocą różdżki zamknął z hukiem drzwi. Potter czuł, że jego serce przyspiesza bicie. W tym momencie pożałował, że jest w to wszystko zamieszany. Gdyby  wczoraj nie wlazł za Ślizgonem do tego gabinetu, spokojnie nie stresując się mógłby iść na kolejną lekcję. Ale gdyby tego nie przerwał… Nie. Dobrze, że się tam znalazł. Uchronił Malfoy’a przed zupełnym poniżeniem i ogromną krzywdą. Nieważne, jakie będą tego konsekwencje.
-Jesteś z siebie zadowolony, Potter?! -Mistrz Eliksirów zbliżył się do niego gwałtownie i na niewielką odległość. Mężczyzna parzył nienawistnym spojrzeniem prosto w jego oczy. -Znów zostałeś bohaterem… Dlaczego jeszcze nie napisali o tym w gazecie? -znacznie ściszył głos, który przepełniony był teraz kpiną. -Radzę ci, zajmij się swoimi sprawami i nie wtrącaj się więcej. Inaczej skończysz jak ta szmata -chwycił brutalnie Dracona za włosy, przyciągnął do siebie i potrząsnął nim. Chłopak nie próbował się nawet wyrwać. Tak jakby pogodził się ze swoim losem. Harry czuł jednak, że na to nie pozwoli.  Teraz już nie ma świadków, może  wyciągnąć różdżkę i spróbować zrobić krzywdę temu zboczeńcowi. Ale czy ma szanse z byłym śmierciożercą? Musiał jednak coś zrobić. Wyciągnął z szaty różdżkę i wycelował nią w twarz Snape’a, choć sam nie wiedział, jakie zaklęcie chciałby na niego rzucić. Mężczyzna popatrzył na niego z politowaniem. Chyba w ogóle się nie bał. To jeszcze bardziej rozwścieczyło Gryfona.
-Zostaw go, ty obrzydliwy draniu! -wykrzyczał, dociskając koniec różdżki do szyi profesora.
Nagle stało się coś, czego Harry się nie spodziewał. Draco chwycił jego dłoń, w której trzymał różdżkę i odsunął ją od twarzy Mistrza Eliksirów. Brunet nic nie rozumiał. A może Malfoy naprawdę nie chce pomocy?
-Uspokój się, Potter -powiedział Ślizgon oschłym tonem, zupełnie bez emocji. Jego twarz również była poważna. Brunet nie mógł nic z niej wyczytać. -Już ci powiedziałem, żebyś się w to nie mieszał. Lepiej będzie, jeśli już sobie pójdziesz -dodał. Harry patrzył na blondyna, jakby nie zrozumiał, co chłopak do niego powiedział. Rzeczywiście tak było. Potrzebował chwili, żeby przeanalizować te słowa w swojej głowie. Jednak za nim to zrobił, nadszedł kolejny wstrząs.
-Zostaw go Severusie, na pewno już zrozumiał -wyszeptał do ucha Snape’owi, jednak na tyle głośno, że Gryfon wszystko słyszał. Na twarzy mężczyzny wymalowało się wielkie zdziwienie. Harry stwierdził, że to normalne przy takim zachowaniu Dracona. Sam na pewno miał teraz minę podobną do nauczyciela. -Teraz chcę, żebyś zajął się przez chwilę mną -brunet stał jak wryty. Nie potrafił się ruszyć, odezwać, zrobić cokolwiek. Patrzył jak Malfoy dotykał twarzy Mistrza Eliksirów, a następnie złożył na jego ustach pocałunek. Oderwał się na chwilę od mężczyzny i spojrzał na Harry’ego. -Nie zrozumiałeś Potter? Wyjdź -powiedział, lekko się uśmiechając. Tym razem jednak złośliwie. Po tym znów przyssał się do Snape’a.
Gryfon nic nie rozumiał. Wiedział jedno -musi stąd wyjść. Tak więc odwrócił się podszedł do drzwi, otworzył je, przekroczył próg i zamknął za sobą, nie patrząc do środka pomieszczenia. Nie chciał już tego widzieć. To było obrzydliwe! Ale przede wszystkim… dziwne. Zachowanie Ślizgona było całkowicie bez sensu. Harry przecież widział wczoraj jak cierpiał, dziś tak okropnie się bał… Nie było co do tego wątpliwości. A teraz? Klei się do tego zboczeńca, jakby byli kochankami. Ale co brunet może zrobić w tej sytuacji? Draco wyglądał przecież na zadowolonego. Ale czy to możliwe? Może i tak, Harry zawsze uważał, że Malfoy nie jest do końca normalny.
Teraz musi iść na lekcje. Na zielarstwo. Ślizgon na pewno na nie nie przyjdzie, jest zbyt zajęty ze Snape’em. Musi stąd natychmiast iść. Kiedy był już na końcu korytarza, usłyszał dźwięk otwierania drzwi. Bez zastanowienia obrócił i ujrzał Dracona wychodzącego z sali. Udało mu się uchwycić ten moment. Jego twarz. Była pełna smutku z odrobiną rozpaczy. Jednak  to tylko sekunda, może dwie. Kiedy tylko Malfoy zobaczył Harry’ego, uśmiechnął jakby był dumny z siebie. Brunet nie wiedział co zrobić, kiedy chłopak ruszył w jego stronę. Zaczekać? A może iść dalej? Nie miał pojęcia. Jednak teraz było już za późno, bo Ślizgon znalazł się przy nim.
-Mam nadzieję, że zrozumiałeś, Potter -wyszeptał, nachylając się nad jego uchem. Był teraz zaledwie w odległości kilku centymetrów od niego.  Harry chciał odpowiedzieć, że właśnie nic z tego nie rozumie. Ale nie potrafił. Bliskość blondyna bardzo dziwnie na niego zadziałała. Serce zaczęło mu bić znacznie szybciej, a ciało było jak sparaliżowane. Od razu przypomniał sobie wczorajsze zdarzenia z łazienki. Teraz miał ochotę jedynie na to, by wtulić się w chłopaka. Ale wiedział, że nie może. Musi to kontrolować. -Potter… -Gryfon poczuł dłoń Dracona na swoim policzku. Przez całe jego ciało przeszedł niesamowicie przyjemny dreszcz. Przygryzł własną wargę, żeby tylko nie jęknąć. Mimowolnie zamknął oczy. -Jeśli ci się podobam, to bardzo mi przykro. Widziałeś przed chwilą, że musisz poszukać sobie kogoś innego. Tylko tym razem nie mierz tak wysoko. Z tego co wiem, to u siebie w Griffindorze masz wystarczająco dużo pedałów. -to było przecież takie wredne, ale brunet nie był w stanie nic odpowiedzieć. Palce chłopaka wciąż pieszczące mu twarz zupełnie zniewoliły jego umysł i ciało. Nagle wszystko zniknęło. Harry otworzył oczy i zobaczył rozbawioną twarz blondyna. -Nie chciałbyś się teraz widzieć, Potter -zaśmiał się. Gryfon chyba wiedział o co mu chodzi. Czuł, że na jego policzkach płoną rumieńce, a usta ma lekko rozchylone. Natychmiast je zamknął, a to nie zmieniło tego, jak wyglądał przed chwilą. -Ciekawie na mnie reagujesz. Nigdy wcześniej nie myślałem, że jesteś gejem… -Malfoy uśmiechnął się szeroko, patrząc mu prosto w oczy. -Tak więc zawrzyjmy umowę. Ja nikomu o tym nie powiem, a ty nie będziesz się wtrącać pomiędzy mnie i Snape’a i zachowasz tylko dla siebie to, co widziałeś. Zgadzasz się Potter? Właściwie chyba nie masz wyjścia…
-Yyy… tak…jasne -nareszcie wydusił coś z siebie. Czuł, że rumieni się jeszcze bardziej. Miał pustkę w głowie. Co to w ogóle za rozmowa? Czy Malfoy go oskarżył o bycie gejem?!  Nie jest gejem! Po prostu uwielbia tylko bliskość Ślizgona, jego dotyk… Może to już wystarczy do bycia homoseksualistą? Nie! Na pewno nie!
Harry chciał coś jeszcze powiedzieć, ale nie miał pojęcia co. Tyle myśli kłębiło się w jego głowie, ale nie mógł z nich utworzyć sensownej wypowiedzi.
-To na razie, Potter -Draco parsknął śmiechem i skręcił w kolejny korytarz. Gryfon patrzył przez dłuższą chwilę na oddalającą się sylwetkę chłopaka. Nic, kompletnie nic z tego wszystkiego nie rozumiał.

środa, 2 lipca 2014

Rozdział 1

Czasy stawały się coraz mroczniejsze i bardziej niebezpieczne. Najpotężniejszy czarnoksiężnik na świecie powrócił i nikt nie miał już co do tego wątpliwości. Jego siła rosła z dnia na dzień, również  armia śmierciożerców stawała się coraz liczniejsza. Świat czarodziejów ogarnął lęk. Wydawałoby się, że nie ma już nadziei na szczęśliwe zakończenie. Krążyły jednak pogłoski, że jest jeden czarodziej, który może ostatecznie pokonać Czarnego Pana. Harry Potter. Wybraniec. Chłopiec, który przeżył. Sam Harry nie wiedział co ma o tym myśleć. Wiedział, że nie jest zwykłym chłopcem. Wiedział, że coś łączy go Voldemortem. I to coś bardzo silnego. Jednak w obliczu ostatnich wydarzeń czuł się słaby. Dopiero co odnalazł kogoś, kto mógłby być dla niego prawdziwą rodziną, a już go stracił. Harry nie mógł się pogodzić ze śmiercią Syriusza. Często w nocy miał sny, w których widział to zdarzenie. Zdarzało się również, że w jego snach pojawiał się Voldemort. Chłopiec coraz bardziej się go bał, gdyż powoli zdawał sobie sprawę, że nie jest na tyle silny, by go pokonać. W dodatku nikt nie rozumiał Harry’ego. Jego przyjaciele starali się go jakoś pocieszyć i wesprzeć, jednak nieskutecznie. Ale jak puste  zapewnianie, że wszystko będzie dobrze może komuś pomóc? Potter postanowił wrócić do Hogwartu, mimo iż wcale nie miał na to ochoty. Wolałby zaszyć się gdzieś w jakiejś dziurze i już więcej z niej nie wychodzić. Jednak pojechał. Właściwie nie wiedział dlaczego.
W pociągu siedział sam w przedziale, gdyż kiedy dotarł na peron i nie znalazł Rona i Hermiony. Właściwie to nawet ich nie szukał. Całą drogę rozmyślał i kilkakrotnie doszedł do wniosku, że decyzja o powrocie do Hogwartu, była zła. Starał się jednak przekonać samego siebie, że szkoła jest dla niego najbezpieczniejszym miejscem.  Gdy wysiadał z pociągu jedna osoba szczególnie zwróciła jego uwagę. Draco Malfoy. Był inny niż wcześniej. Szedł sam, bez swoich kolegów (czy raczej ochroniarzy). Z jego twarzy zniknął wredny uśmieszek. Teraz był raczej zamyślony. Jakby znajdował się zupełnie w innym świecie i nie interesowało go, co dzieję się wokół niego. Nie zauważył nawet, że Harry mu się przygląda. Chyba, że zauważył, ale nie zareagował na to. Przeszedł obok bliznowatego i słowem się nie odezwał, a przecież zawsze po tak długiej rozłące musiał rzucić jakiś cyniczny komentarz. Tym razem nawet się nie spojrzał. Zaniepokoiło to wręcz Harry’ego. Czy Malfoy aż tak mógłby przeżywać to, że jego ojca zesłano do Azkabanu? Tutaj musiało chodzić o coś więcej. Czuł, że musi się dowiedzieć o co.
Podczas dalszej drogi do Hogwartu, starał się unikać Rona i Hermiony. Wiedział, że teraz będzie musiał się wytłumaczyć dlaczego nie szukał ich na peronie czy w pociągu. Udało mu się to. Hermiona dopadła go dopiero w Wielkiej Sali. Oczywiście tak jak się spodziewał, przesadnie ostrożnie i delikatnie próbowała się dowiedzieć, dlaczego Harry tak się zachował. Gryfon miał ochotę wykrzyczeć, że nie jest chory psychicznie i nie chce, żeby go tak traktowała. Powstrzymał się jednak.
-Nic się nie stało, po prostu musiałem coś przemyśleć -odpowiedział, ale nie spojrzał na nią. Jego oczy nieprzytomnie patrzyły w przestrzeń. Dziewczyna już nic nie powiedziała i usiadła z Ronem obok Harry’ego. Przez całą kolację nie rozmawiali ze sobą. Potter co jakiś czas zerkał w stronę stołu Ślizgonów. A konkretnie na Malfoy’a. Blondyn z nikim nie rozmawiał. Siedział ciągle z zamyślonym wyrazem twarzy. Harry zauważył, że on i Draco właściwie zachowują się teraz bardzo podobnie, a nigdy wcześniej im się to nie zdarzyło.
Dumbledore poza ostrzeżeniem wszystkich przed zwiększającym się niebezpieczeństwem, oznajmił coś nietypowego. Tym razem w Hogwarcie nie pojawił się żaden nowy nauczyciel, choć wszyscy się tego spodziewali, gdyż zwolniło się miejsce na stanowisku nauczyciela obrony przed czarną magią. Ku ogólnemu niezadowoleniu uczniów objął je Snape, pozostając również na swojej poprzedniej posadzie. Tak więc uczył teraz dwóch przedmiotów, co oznaczało dwa razy więcej godzin z nim oraz dwa razy więcej okropnie trudnych prac domowych. Harry jednak przyzwyczaił się, że ostatnio w jego życiu zdarzają się same nieszczęścia.
Gryfon wychodząc z Wielkiej Sali ostrożnie obserwował Dracona. Jego zachowanie nie zmieniało poza jedną chwilą. Harry widział jak do Ślizgona podszedł Snape i coś wyszeptał mu do ucha. Malfoy spojrzał na nauczyciela i coś odpowiedział. Po raz pierwszy dzisiaj na jego twarzy pojawił się uśmiech. Coś musieli knuć. Uznał, że ci dwaj to bardzo niebezpieczne połączenie. Koniecznie musiał zbadać tę sprawę. Gdy tylko dotarł do swojego dormitorium, chwycił pelerynę niewidkę oraz mapę Huncwotów i poszedł do lochów, gdyż miał nadzieję, że uda mu się czegoś dowiedzieć. Schował się pod peleryną i obserwował mapę. Snape był w swoim gabinecie, a Malfoy w dormitorium. Harry czekał dosyć długo, jednak nie poddawał się. Miał nadzieję, że zamierzają się dziś spotkać.
Po chwili zauważył na mapie, że Draco wyszedł na korytarz i idzie… Tak! W kierunku gabinetu Snape’a! Gryfon szybko podbiegł pod gabinet profesora, by zdążyć przed Malfoy’em. Czekał. Kiedy zobaczył blondyna idącego korytarzem, zaczął się denerwować. Teraz będzie musiał bardzo zwinnie wśliznąć się przez drzwi, tak aby go nie zauważyli. Draco wszedł do gabinetu, a Harry tuż za nim. Mało brakowało, Ślizgon przytrzasnął by go drzwiami. Jednak udało się. Był w środku. I miał nadzieję, że uda mu się również stąd wyjść. Stanął trochę dalej od nich, by bezpiecznie obserwować całą sytuację.
-Witaj Draco. Dobrze, że w końcu przyszedłeś. Czekałem na ciebie. Podejdź bliżej  -powiedział Snape swoim zimnym, bezuczuciowym głosem. On chyba nie nigdy nie potrafił zmienić tonu. Jednak na  twarzy pojawiło się coś nietypowego w przypadku jego osoby - uśmiech, a raczej uśmieszek. Był to przecież Snape, więc na pewno to nie oznaka życzliwości.
-Witaj Severusie -blondyn podszedł bliżej do niego. -Po co mnie wezwałeś?
-No wiesz Draco… -rzucił zaklęcie wyciszające na drzwi. -Chciałem ci tylko powiedzieć… -zbliżył się do Ślizgona na tak niewielką odległość, że Harry na jego miejscu odskoczyłby z przerażenia. -Bardzo wyładniałeś przez wakacje…
Po tych słowach Snape nachylił swoją twarz do twarzy chłopaka. Wplótł palce w jego blond włosy i spojrzał prosto w jego oczy. Malfoy ani nie drgnął, jakby ktoś go spetryfikował. Nauczyciel ostrożnie zbliżył swoje usta do jego ust i złożył na nich delikatny pocałunek.
Harry’emu zrobiło się gorąco. Zrozumiał, że popełnił duży błąd przychodząc tutaj. Oni mają romans! I nie wiadomo co za chwilę się tutaj będzie działo. A Gryfon nie mógł stąd wyjść i będzie musiał na to wszystko patrzeć.
Draco jednak nie wyglądał jakby łączyło go ze Snape’em jakieś  uczucie. Gwałtownie odsunął się od niego i wpadł na biurko, jednak na szczęście się nie przewrócił. Patrzył na profesora z miną pełną zaskoczenia, zdziwienia, a także strachu. Jego policzki zaczerwieniły się. Chłopak sprawiał wrażenie jakby nie rozumiał co się dzieję.
-Co ty… -nie zdążył nic więcej powiedzieć, gdyż Snape znów dobrał się do jego ust. Tym razem bardziej brutalnie. Trzymał mocno dłońmi jego głowę, jednak chłopakowi udało się uwolnić z uścisku.
-Zostaw mnie! Ja nie chcę! -wyraźnie chciał uciec, jednak nauczyciel mocno złapał go za ramiona.
-Czy naprawdę uważasz, że mnie obchodzi czego ty chcesz, a czego nie? -zaśmiał się. -Twój ojciec jest w Azkabanie, nie masz się komu poskarżyć. Twoja matka przekazała mi opiekę nad tobą, teraz ja decyduję. Będziesz robił co Ci każę. Jesteś sam i nikt ci nie pomoże…
Szybkim ruchem zdjął szatę z chłopaka i zaczął rozpinać guziki od jego koszuli. Malfoy próbował się bronić. Odpychał Snape’a rękami, jednak nie potrafił go powstrzymać. W rezultacie dostał jedynie silny cios w twarz. Krew z nosa polała się po jego twarzy. Po chwili zaczęła się mieszać z potokami łez, które popłynęły z oczu blondyna.
Harry patrzył na to wszystko i nie miał pojęcia co zrobić. Jednak się pomylił. To wcale nie romans. To… wykorzystanie seksualne. Nienawidził Malfoy’a z całego serca, przecież przez te wszystkie lata Ślizgon gnębił go oraz jego przyjaciół i starał się poniżyć przy każdej możliwej okazji. Jednak… teraz wcale nie czuł radości, gdy widział jak Draco cierpi. Powinien przecież cieszyć się, że ten wredny, cyniczny i podły tleniony blondynek w końcu dostał za swoje. Harry przeciwnie bardzo chciał mu pomóc, przerwać to wszystko… ale za bardzo się bał. Snape go przecież zobaczy i może mieć niezłe problemy. Dalej biernie się wszystkiemu przyglądał.
Profesor zdjął już z Malfoy’a górną część ubrania. Zaczął całować jego klatkę piersiową, schodząc ustami coraz niżej aż do pępka. Harry popatrzył na twarz Dracona. Nie było na niej widać choć odrobiny odczuwanej przyjemności. Były tam tylko ból, krew i strumienie łez.
-Odwróć się! -wrzasnął Snape do ucha blondyna. Ślizgon nie wykonał jednak polecenia. Nauczyciel gwałtownie złapał go za ramiona, obrócił plecami do siebie i przycisnął twarzą do biurka. Wyciągnął różdżkę i stuknął nią dwa razy w blat, a mebel wypuścił gałęzie, jakby z powrotem chciał zamienić się w drzewo, którym kiedyś był. Owe gałęzie oplotły Dracona w nadgarstkach oraz w talii i w rezultacie unieruchomiły go. Snape stał nad nim jak kat. Parzył na chłopaka przez chwilę z podłym uśmieszkiem. Następnie wsunął rękę między jego nogi i złapał za kroczę.
-Teraz się zabawimy… -wyszeptał blondynowi do ucha. Zabrał rękę i błyskawicznie zdjął Malfoy’owi spodnie razem z bokserkami.
-Proszę, nie… -wyjęczał rozpaczliwie chłopak. Snape jednak nie zwrócił na to uwagi. Zabierał się właśnie do rozpinania swoich spodni, kiedy nagle…
-Petrificus Totalus!-nauczyciel padł sztywny na podłogę. Harry nie wytrzymał. Nie mógł stać bezczynnie, kiedy Snape… Mimo, że Malfoy jest jego wrogiem, nie pozwoliłby go tak skrzywdzić. Tylko teraz pozostała gorsza część… Ślizgona przecież trzeba stąd zabrać i może… porozmawiać…  Przecież on faktycznie nie ma przyjaciół, a po czymś takim… Ale jak z nim rozmawiać? Co powiedzieć ? To nie jest takie proste. Jednak na razie musi  go stąd zabrać.
-Nie płacz Draco, zaraz cię stąd zabiorę -pierwszy raz zwrócił się do niego po imieniu, a nie po nazwisku. Właściwie nie wiedział dlaczego. Podszedł do całkowicie nagiego Malfoy’a i czuł jak jego policzki robią się czerwone. To było dla niego bardzo krępujące, jednak gdy pomyślał jak krępujące musi to być dla blondyna, szybko wziął się do roboty. Wyciągnął różdżkę i usunął więzy. Draco wstał, chwycił leżące na podłodze spodnie, zakrył swoją męskość i popatrzył na Harry’ego. Ciągle nie przestawał płakać. Gryfon spodziewał się jakiegoś słowa podziękowania, ale jego nadzieje były złudne.
-Wynoś się stąd Potter! Zostaw mnie! Po co tutaj w ogóle przylazłeś?! -wrzasnął Draco przez łzy. -Wynocha!
Harry wyszedł z gabinetu. Stwierdził, że tak będzie najlepiej. Postanowił poczekać na korytarzu. Schował się pod peleryną, żeby Malfoy go nie zauważył, gdyż zapewne by uciekł. Gryfon był pewny, że Draco pójdzie teraz do łazienki, bo w takim stanie na pewno nie wróci do dormitorium. Po chwili blondyn wyszedł z gabinetu już ubrany, jednak ciągle zapłakany i zakrwawiony. Rozejrzał się po korytarzu i kiedy stwierdził, że nikogo tu nie ma, poszedł w stronę łazienki. Harry podążył za nim, a kiedy byli już na miejscu, zatrzymał się. Stał chwilę przed drzwiami i próbował wymyślić, co za chwilę powie Ślizgonowi. Jednak w głowie miał pustkę. Czuł, że nie może tego tak zostawić. Zdjął pelerynę, otworzył drzwi i wszedł do środka. Zobaczył Dracona, który siedział zwinięty w kulkę w rogu łazienki obok umywalek. Podniósł głowę i spojrzał nienawistnie na Pottera. Zdążył już zmyć krew z twarzy, jednak ze łzami mu się nie udało, ponieważ ciągle płakał.
-Idź stąd Potter! Jeszcze ci mało?! Biegnij, opowiedz o tym całej szkole! Masz w końcu prawdziwą okazję, żeby mnie upokorzyć! -wykrzyczał i zaczął płakać jeszcze głośniej.
-Nikomu o tym nie powiem… -odpowiedział spokojnie Harry. -Draco, ja chcę ci pomóc, porozmawiać… Może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale ty teraz tego potrzebujesz -usiadł obok niego przy ścianie.
-Nie potrzebuję pomocy, a na pewno nie od ciebie -schował twarz między kolanami.
Harry nie dał za wygraną. Poczuł, że musi zrobić coś innego, bo same słowa tutaj nie wystarczą. Wyciągnął ręce w stronę blondyna i próbował go objąć. Draco chciał go odepchnąć, ale miał już siły. Gryfonowi udało się opleść go ramionami. Nagle w Malfoy’u coś pękło. Objął Harry’ego w talii i położył swoją głowę na jego klatce piersiowej. Znów zaniósł się płaczem, jednak tym razem ciszej… Nie płakał już jak człowiek pozostawiony sam sobie, tylko jak ktoś, kogo owszem, spotkało jakieś nieszczęście, jednak ma przy sobie kogoś bliskiego, kto go wesprze.
-Dziękuję ci Harry… Uratowałeś mnie… Przepraszam, że krzyczałem, ale… -ciężko było mu mówić, gdyż jego głos ciągle się załamywał.
-Ciii… nic nie mów -przerwał mu szeptem Potter. -Już wszystko będzie dobrze…
Gryfon położył dłoń na głowie blondyna i delikatnie zaczął przeczesywać kosmyki włosów palcami. Draco mocniej wtulił się w niego. Harry spojrzał na jego twarz. Już nie płakał. Był spokojny, a nawet chyba… szczęśliwy… Brunet delikatnie dotknął dłonią jego policzka i otarł łzy, które pozostały na jego twarzy. Ślizgon uśmiechnął się… Ale takiego uśmiechu jeszcze u niego nie widział. Nie był to wredny uśmieszek, tylko wyraz prawdziwego szczęścia. Harry też czuł się wspaniale, w końcu czuł, że nie jest sam. Tylko, że… nie przypominał sobie, żeby ktoś przytulał go w taki sposób… a szczególnie chłopak… Przyjaźni się przecież z Ronem tyle lat i spotkały ich różne nieszczęścia, a nie pocieszali się nigdy w taki sposób. A to w dodatku jest Malfoy, jego wróg od początku kariery szkolnej… Gryfon poczuł, że coś jest nie tak. Powinien chyba to zakończyć, już wystarczy, Draco czuje się już dobrze… Nie potrafił, to było zbyt przyjemne.
Harry ciągle głaskał policzek blondyna. Ten w końcu spojrzał w jego oczy, co bardzo speszyło Gryfona i natychmiast zabrał dłoń. Poczuł, że jego policzki zapłonęły rumieńcem, a Draco na ten widok, chyba również dostrzegł sytuację w innym świetle, gdyż z jego twarzy zniknął uśmiech i zabrał głowę oraz ręce z ciała Harry’ego. Ich twarze znalazły się na tej samej wysokości i to dość blisko siebie. Spowodowało to, że na twarzy Ślizgona również pojawiły się rumieńce. Obaj uciekli od siebie wzrokiem i pospiesznie wstali na równe nogi, nie patrząc się już na siebie i zachowując bezpieczną odległość. Gryfon chciał teraz jak najszybciej się stąd ulotnić, ponieważ sytuacja stała się dość niezręczna.
-Dobranoc Malfoy… -mruknął i wyszedł na korytarz i ruszył w stronę swojego dormitorium.
-Dobranoc… -Potter obrócił się i zobaczył głowę z tlenionymi blond włosami wychylającą się przez szparę miedzy ścianą a drzwiami.
Brunet przyspieszył kroku i kontynuował swoją drogę do dormitorium.